A+ A A-

Como agua para chocolate

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Nigdy jeszcze nie pisałam na zamówienie, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Odmowa nie wchodziła w grę, zresztą nie było też sensownego powodu.
Tylko...
Tylko... ... ...
No właśnie. Nie lubię słodyczy, jadam je z łakomstwa i zwykle żałuję. A czekolady zjem najwyżej 4 kostki. Temat mi się podoba, ale nie będę, nie jestem wiarygodna. Potrzebowałam kipera na gwałt.
- Misiu, lubisz czekoladę? - pytam Mężczyznę Mojego Życia, zajętego smażeniem jajecznicy z pieczarkami.
- Jaką czekoladę?!!
- Taką do picia.
- ???
- No wiesz, taką gęstą. Gorącą. Nie kakao, tylko czekoladę.
- Nie wiem - Mężczyzna odpowiada z roztargnieniem, zajęty ścinaniem białek i żółtek na patelni.
- ...a spróbujesz...?
- Mogę spróbować.
Postanawiam kuć żelazo póki gorące:
- ...a śledzia w czekoladzie...?
Mężczyzna na moment przestał mieszać, zamknął oczy jakby przytrzymując zawartość żołądka na miejscu (pożałowałam pytania); po czym je otworzył:
- Zjem.
Rzuciłam się do internetu.
Pierwszy przepis (20-30 g gorzkiej czekolady zagotować z 50 ml wody, dodać 150 ml mleka, podgrzać, nie gotować) dał coś w rodzaju wodnistego napoju, wypitego bez protestów, ale i bez zachwytu. Grzebałam dalej: czekoladę w proszku przygotować jako mocny napój; czekoladę w tabliczce rozpuścić na parze w małej miseczce. Goracą czekoladę połaczyć delikatnie z odrobiną śmietanki kawowej 6% Podawać w filiżankach posypane szczyptą chili..... Na wykwintne popołudnie we dwoje! Smacznego!!!
O tak, to już pewnie lepiej. Zabrałam pustą szklankę ze stołu.
- Misiu... kiedy możesz się napić DRUGIEJ czekolady?
- Mogę teraz, kochanie.
Pobiegłam do kuchni, pełna uznania dla Mężczyzny. Nie dysponowałam czekoladą w proszku, więc w robocie była tabliczka gorzkiej połamana do odrobiny wody (komu by sie chciało paprać z bain marie!), do niej ewentualnie odrobina śmietanki. Wyszła jedna porcja: rozpuściła się cudownie, na wierzchu sypnęłam pół łyżeczki ostrej papryki. Przypomniały mi się włoskie czekoladki z papryczką...
Mężczyzna spojrzał na filiżankę, a zwłaszcza na plamkę czerwonego proszku na górze jakby umęczonym wzrokiem, ale może to tylko wrażenie. Nabrał trochę na łyżeczkę i spróbował.
- No i jak? - pytałam niecierpliwie.
- Dobra, tylko nie można jej wypić za dużo na raz.

Nie wytrzymałam. Zamiast spodziewanego posmaku przyprawy do mięsa typu barbecue / pikantne skrzydełka na języku czuć było tylko czekoladową słodycz i delikatne igiełki chili. Mmmmniam!
Guglowana „czekolada” generuje adresy stron - mnóstwo adresów stron. Naprawdę, bardzo dużo adresów. Spojrzałam na Mężczyznę, nieświadomie zatopionego w lekturze...

...Likier czekoladowy był kolejną zdobyczą: 1 puszka mleka skondensowanego, słodzonego,1 cukier waniliowy, 1/2 szklanki cukru, 2 - 3 łyżeczki czekolady w proszku lub kakao, może być też kawa rozpuszczalna, 1/2 szklanki spirytusu. Wprost sam się robi: mleko z cukrem i czekoladą zagotować, pomieszać od czasu do czasu, nie dopuścić do wrzenia. Ostudzić, a potem dodać spirytus. Przelać do butelki, szczelnie zakręcić. Pić po tygodniu.

„Mole z indyka: 1/4 strąka chile mulato, 3 strąki chile pasilla, 3 strąki chile ancho, garść migdałów, garść ziaren sezamowych, rosół z indyka, sucharek, orzeszki ziemne, pół cebuli, wino, 2 tabliczki czekolady, anyżek, smalec, goździki, cynamon, pieprz, cukier, nasiona chile, 5 ząbków czosnku. Indyka w dwa dni po zabiciu patroszy się, myje i gotuje w osolonej wodzie. Mięso indycze jest wyśmienite, jeżeli indyk był odpowiednio karmiony. (...) Na piętnaście dni przed zabiciem indyka zaczyna się karmić małymi orzeszkami. Pierwszego dnia wpycha mu się do dzioba jeden orzeszek, drugiego - dwa i tak codziennie zwiększa się porcję aż do ostatniego dnia przed zabiciem, bez względu na to, ile kukurydzy zje w tym czasie.” (Laura Esquivel, „Przepiórki w płatkach róży”, PIW 1993) - to dla tych z Państwa, którzy w wolnym czasie hodują indyki i kilka - kilkanaście rodzajów papryki. Przy opiekaniu strąków należy pamiętać, żeby się nie zrobiły gorzkie.

Przepis bardziej rodem z 21 wieku, dla tych którzy nie hodują drobiu, papryk, ani w ogóle nie mają zagonów sklasyfikowanych jako uprawne: 0,5 kg piersi z kurczaka, tabliczka gorzkiej czekolady, ziarna sezamu, posiekane drobniutko (ale nie w proszku) papryczki chilli z pestkami. Kurczaka podsmażyć z obu stron. W garnuszku rozpuścić czekoladę (można podlać wodą, byle nie za dużo bo sos powinien być w miarę gęsty), dodać ziarna sezamu i posiekane papryczki chilli włącznie z pestkami. Do sosu włożyć kurczaka i pokryć go całego sosem. Przetrzymać na wolnym ogniu, do wymieszania się smaków wszystkich składników. Po prostu pyszne.
Podawać z ryżem lub frytkami i sałatą z lekkim jogurtowym sosem.

Ale czekolada? Skąd wziąć czekoladę do tych słodkich, rozpływających się w ustach pyszności? Można romantycznie i stylowo: „Składniki czekolady: 2 funty kakao Soconusco, 2 funty kakao Maracaibo, 2 funty kakao Caracas, 4 lub 6 funtów cukru, w zależności od gustu. Najpierw trzeba upalić kakao. Lepiej użyć do tego blaszanego garnuszka niż glinianej rynki, żeby olej, który wydzielają ziarenka kakao, nie wnikał w porowatą powierzchnię. (...) Jeśli kakao zdejmie się z ognia za wcześnie, będzie pozbawione koloru i mdłe, jeśli za późno - ziarenka zbyt się przypieką i czekolada będzie przez to ostra i cierpka w smaku.” (...) „Kiedy kakao jest już upalone zgodnie z przepisem, oczyszcza się je odsiewając na przetaku łuski. Pod żarnami, na których będzie się mełło ziarna, należy ustawić glinianą miskę z rozżarzonymi węglami, i kiedy kamień się nagrzeje, można przystąpić do ucierania. Kawałki cukru rozbija się stęporem, dodaje do ziaren i razem uciera. Utartą masę dzieli się na części. Ręcznie formuje się tatbliczki okrągłe albo podłużne, jak kto woli, i odkłada się do suszenia. Nożem można zaznaczyć podział na dowolną liczbę kwadratów. (...)” (Laura Esquivel, Przepiórki w płatkach róży)

Jeśli nie ma się Sosonusco, Marcaibo ani Caracas, żaren, rozżarzonych węgli ani stępora, można, wariant 2: prosto a nostalgicznie: „W piecyku od kawy ususz funt (0,5kg) kakao, zdejm z ognia, wsyp do moździerza wraz z tłuczkiem rozgrzanego, i w nim tłucz tak długo, aż się w papkę zamieni; potem umieszany z 5 ćwierciami funta tłuczonego cukru, 1/2 łutem (1 łut - 12,67g) cynamonu i 1/2 łutem tłuczonych goździków, z ingrediencjami tymi utrzyj, jak tylko możesz najmielej. Z masy tej odważ całe i pół ćwierci funta, wtłocz do form stosownych, i dla nadania połysku, uzupełnione uderz o stół. Im dłużej trzeć będziesz ingrediencje w rozgrzanym, ale nie rozpalonym moździerzu, tym piękniej uda sie czekolada.”

Im dłużej czytałam, tym bardziej moje serce rwało się do apteki, hurtowni, sklepu kolonialnego, na targ czy gdzie się da i kupić masło kakaowe, ziarna Maracaibo, piecyk do kawy, moździerz, tłuczek i wanilię w laskach, choćby się wszyscy mieli na mnie patrzeć jak na zbiega z zakładu psychiatrycznego.

Wariant 3, hi-tec bardzo mnie zadziwił: weź po równej części: odtłuszczonego, uprażonego ziarna kakaowego, od biedy może być kakao, ale I gatunek, ciemne (alkalizowane) tłuszczu (masła kakaowego) - kupisz w aptece, cukru pudru. Teraz najważniejsze: składniki mają co najmniej kilka % wilgotności i trzeba obniżyć ją do max. 1,5 %. Można to zrobić na dwa sposoby: na sucho - w naczyniu mieszać zmielone ziarno z cukrem przez 6-12 godzin w temp. 70C na mokro - w temp. do 90C mieszać wszystkie (j.w. + tłuszcz) składniki min. 24 godz (Wedel miesza 3 doby). I nie zapomnij wrzucić do mieszania kilkunastu kul od łożysk, żeby oprócz mieszania wszystko się ładnie zmieliło na gładką masę. Jeśli cząstki cukru albo ziaren będą większe niż 50 mikrometrów, to wyczuje się je językiem jako mączystość. Jeśli nie dogrzejesz - czekolada będzie szara i mulista; przegrzejesz - cukier skarmelizuje i będzie czuć spalenizną. Teraz wystarczy utrzymywać gotową masę w temp. 36C przez jakieś 2 godziny, żeby utworzyły się zarodki krystalizacji. Wylać do forem, ostudzić i już, gotowe !!! Jeśli lubisz gorzką - weź cukru nie 1/3 a 1/4. Jeśli lubisz mleczną - dodaj 25% mleka w proszku.” Autor pisał to w głębokim przekonaniu użyteczności swojego przepisu; przypuszczam, że dla niego kulki od łożysk w czekoladowej masie tuż przed zarodkami krystalizacji to chleb powszedni (!).

Wariant 4: idź do najbliższego sklepu i zakup tabliczkę lub dwie. 78 jenów, jeśli będzie szalona promocja, 285 - jeśli się szarpniesz. I, jedząc ją, roztapiając kolejne kostki na języku pomyśl, jaką drogę przebyła między plantacją w Ameryce Południowej a Twoimi kubkami smakowymi...

Gazeta Klubu Polskiego w Japonii nr 1 (46), luty 2006

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Japonia mniej znana

  • 1
  • 2
Sanmachi-suji w Takayama

Sanmachi-suji w Takayama

Takayama to jedno z najbardziej urokliwych miast w... Więcej

Yuzu - japoński skarb zimowy

Yuzu - japoński skarb zimowy

Yuzu to jeden z oryginalnych japońskich owoców cyt... Więcej

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się