A+ A A-

Gastarbeiter po japońsku

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Przez lata PRL-u praca za granicą utożsamiana była z luksusem - zwłaszcza, że pieniądze zarobione na saksach i przywiezione do Polski zapewniały zdecydowanie lepsze warunki życia niż miesięczna pensja. Dlatego tak wielu rodaków decydowało się na wakacyjne, kilkumiesięczne czy kilkuletnie wyjazdy za zachodnią granicę. Londyn, Paryż czy Berlin stały się Mekką Polaków pragnących pracą - niekoniecznie odpowiadającą ich standardom - zarobić przez kilka miesięcy tyle, ile wynosiła roczna płaca w kraju. Niestety, zawodami którymi trudnili się Polacy na ogół nie można się było szczycić. Robota była albo brudna i przekraczająca dwanaście godzin na dobę, albo niemoralna co zapewniło zwłaszcza Polkom i zwłaszcza w Berlinie - dość negatywną popularność.

Kiedy ponad rok temu rozpoczęłam pracę w stolicy Niemiec w renomowanej firmie mającej siedzibę w najbardziej prestiżowej części miasta, narażona byłam na zdziwienie lokalnych oraz innych zachodnioeuropejskich rozmówców pytających mnie o zatrudnienie. Najbardziej nobliwą pracą Polki w Niemczech była opieka nad dziećmi - stąd niekończące się pytania o charakter pracy i sposób w jaki pracę taką dostaje się w Berlinie (będąc Polką, w domyśle). Z jednej strony, ogarniała mnie chęć wykrzyczenia kwalifikacji i wysokich standardów edukacji w kraju, z drugiej strony trudno mi się było dziwić niewinnym zachodnim sąsiadom, którzy stereotyp Polaka budowali przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat i mało wyjątków zdawało się zaprzeczać regule. Dlatego też moje odpowiedzi były na ogół dowcipne i ucinały rozmowę na ten temat. Przez kilka miesięcy poznałam kilkoro rodaków, którzy będąc studentami niemieckich uczelni lub przebywając na praktykach w niemieckich firmach wykazywali się kompetencją, biegłą znajomością trzech języków obcych i ogromnym zaangażowaniem w wykonywaną pracę. Wielokrotnie rozmawialiśmy na temat obserwacji poczynionych w Niemczech i niechlubnej opinii Polaków (a głównie Polek) w Berlinie. Ja osobiście miałam szczęście nie spotkać się z nadzwyczaj złośliwymi komentarzami - być może z powodu ciętego języka i umiejętności błyskawicznych odpowiedzi. Moje koleżanki tym niemniej wielokrotnie miały do czynienia z uwagami na temat co dziewczyna zza Odry robi w kraju, który jeszcze kilka lat wcześniej uchodził za spełnienie marzeń o dobrobycie za wszelką cenę. Być może my, pokolenie które jak przez mgłę pamięta czasy RFN, salami i czekolady milka przywożonych w wypełnionych po brzegi dużych fiatach, nie mamy prawa narzekać na traktowanie Polaków za granicą. Może kompleksy naszych rodziców nie powinny nas dotyczyć - tym niemniej zakorzenione w mentalności zwłaszcza mieszkańców zachodniej Europy wizerunki Polaków wydają się przenikać pokolenia. Nadal często spotykamy się z pytaniem jak udało nam się tak dobrze nauczyć angielskiego czy niemieckiego i czy w Polsce można sobie tak dobrze obciąć włosy - czy raczej fryzura wykonana została w jednej ze stolic europejskich aby później zadawać szyku na Nowym Świecie czy Piotrkowskiej.

Z wyżej wymienionych powodów przyjazd do Japonii okazuje się miła niespodzianką. Japończyk nie tylko nie zadaje takich pytań, ale nie rozgranicza mieszkańców Europy na tych z zachodu i tych z dawnego bloku. Tak przynajmniej jest na pierwszy rzut oka, który jednak wydaje się mieć ogromne znaczenie na początku pobytu w obcym kraju. W pracy wielokrotnie jestem pytana o Polskę i z przyjemnością opowiadam o naszej gościnności, zabawowości i wyśmienitej kuchni. Ponadto Japończycy, którzy w Polsce byli lub mieli z nią kontakt, mają o nas bardzo dobre zdanie i obce im są mroki naszego wizerunku w Europie Zachodniej. Oczywiście można by powiedzieć, że mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni wiedzą po prostu mniej o naszym kraju i stąd brak nastawienia. I pewnie tak jest - ale w tym przypadku ignorancja jest zdecydowanie bardziej komfortowa niż pogarda.

Byłabym niesprawiedliwa mówiąc, że ten negatywny obraz to jedyny jaki nasi zachodni sąsiedzi o nas mają. Młode pokolenie wyraźnie stara się wyzbyć uprzedzeń i ma zdecydowanie więcej do powiedzenia na temat pozytywnych aspektów Polski oprócz faktu, iż jest tania. Wzrasta liczba studentów niemieckich, brytyjskich czy francuskich na naszych uniwersytetach i coraz więcej osób decyduje się na letni wyjazd na Mazury czy na narty do Zakopanego i Szklarskiej Poręby, wracając do domu z bagażem obrazów Polski i Polaków z których możemy być dumni. Coraz większa liczba polskich studentów znajduje swoją pierwszą pracę za granicą i startuje do konkursów z absolwentami najznakomitszych europejskich uczelni. Wzrasta liczba specjalistów którzy szturmem zdobywają posady w światowych koncernach. Jeszcze do niedawna ceną wejścia była niższa pensja na początek ale i w tym względzie obserwujemy pozytywny trend. Polacy coraz częściej sięgają nie tylko po pozycje, ale i odpowiadające im wynagrodzenia. Ci ambasadorowie naszego kraju zmieniają image, który ciąży na nas od lat.

Autorka pracuje w tokijskiej filii firmy DaimlerChrysler Services - przyp. Redakcji

Gazeta Klubu Polskiego w Japonii Nr 1 (16), luty 2001

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Japonia mniej znana

  • 1
  • 2
Sanmachi-suji w Takayama

Sanmachi-suji w Takayama

Takayama to jedno z najbardziej urokliwych miast w... Więcej

Yuzu - japoński skarb zimowy

Yuzu - japoński skarb zimowy

Yuzu to jeden z oryginalnych japońskich owoców cyt... Więcej

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się