A+ A A-

Japonia widziana bardzo świeżym okiem

Oceń ten artykuł
(3 głosów)
Japonia zawsze była dla mnie krajem tak dalekim i nieosiągalnym, że istniała w mojej świadomości tylko jako rzeczywistość wirtualna. Nigdy nie planowałam i nie przypuszczałam, że stanę własną stopą w Kraju Kwitnącej Wiśni. Zderzenie z prawdziwą Japonią zburzyło moje wcześniejsze wyobrażenia o tym kraju. W Polsce kojarzył mi się, albo z historycznymi atrybutami typu: gejsza, kimono, samuraj, papierowe drzwi i wywinięte okapy dachów, albo z drapaczami chmur, wielopoziomowymi i wielopasmowymi autostradami i  z szalonym ruchem ulicznym. O całej reszcie nie miałam żadnego wyobrażenia. Nie wiedziałam jak żyją tu zwykli Japończycy, a właściwie Tokijczycy - bo znam tylko realia Tokio.

Na początku bardzo zdziwiło mnie jak niewielkie są mieszkania i domy większości z nich. A jeszcze bardziej - jak nieuporządkowane i chaotyczne jest tu budownictwo mieszkalne. Odległości między domami są tak niewielkie, że w Polsce traktowane byłyby nie jako odrębne budynki, a raczej jako jeden z wieloma szczelinami dylatacyjnymi. Budynki wyglądają tu jak naprędce i tymczasowo doklejone do siebie.

Oprócz nowoczesnego centrum, cała reszta sprawia wrażenie bardzo tymczasowe. Nie ma tego poczucia jak w Europie, że dom jest stawiany na lata i pokolenia. Nie czuje się okazałości i zamożności oraz tego, że dom jest azylem i miejscem przytulnym. Wszystko niby jest przyzwoitej jakości i starannie wykończone, ale bardziej przypomina nasze domki na działkach czy kempingowe, niż prawdziwe domy. Skojarzenie takie nasuwa się tym bardziej, jeżeli weźmie się pod uwagę niesamowite zagracenie, jakie nieraz widać wokół domów, w otwartych garażach czy wnętrzach. Czasem aż się dziwię, że ludzie żyjący w takim otoczeniu potrafili stworzyć niesamowicie wysublimowaną estetykę i przepiękne wzornictwo.

Jedyne co w japońskim domu mnie zachwyciło, to podłogi. Rozumiem, że tak o nie dbają. Piękne drewno starannie wykończone, często w ciemnych kolorach, których raczej nie stosuje się u nas i super przyjemne tatami, dające poczucie kontaktu z naturą. Kontaktu, którego tak bardzo brakuje w Tokio. Świadomość tego, że gdziekolwiek się ruszę, wszędzie jest beton, asfalt i zabudowana przestrzeń, jest przytłaczająca. Czuje się, że przestrzeń jest tu wykorzystywana do maksimum.

W takim otoczeniu żyją, pracują i przemieszczają się olbrzymie masy ludzi. Ludzi tak innych niż my, że pomijając barierę językową, nie jestem w stanie ich odgadnąć. W Europie po wyrazie twarzy, mimice i gestach mniej więcej potrafię odgadnąć emocje i intencje rozmówcy, choćbym nie rozumiała jego języka.Tutaj jest to dla mnie niemożliwe.

Na ulicy czuję się jakbym była przeźroczysta. Mam nieraz wrażenie, że oni nawet nie widzą tego, że stoję czy przechodzę obok nich. Są perfekcjonistami, jeżeli chodzi o tzw. omijanie wzrokiem. Coś takiego jak przyglądanie się komuś tutaj nie istnieje, a jeżeli istnieje, to robią to tak dyskretnie, że nie jestem tego w stanie zarejestrować. Nawet dzieci, które najmniej kryją się ze swoją ciekawością, tutaj są bardzo powściągliwe.

W Polsce mężczyźni często bardzo ostentacyjnie zaglądają w oczy przechodzących kobiet. Tutaj taki zwyczaj nie istnieje. Nieraz tylko zauważę, jadąc kolejką spojrzenia, które natychmiast umykają , jeżeli próbuję nawiązać kontakt wzrokowy.

Ogólnie zachowanie większości Japończyków odbieram jako infantylne. Te wszystkie wydawane odgłosy zdziwienia czy zachwytu są dla mnie przezabawne, bo nie jestem w stanie zrozumieć, co wyrażają. Przodują w tym kobiety. Kojarzą mi się one ze stadkiem kurek, które coś znalazły na podwórku i ze zdziwieniem czy zachwytem to oglądają. Wiem, że jest to pewien rodzaj wykształconej maniery zachowania, ale w naszej kulturze taki sposób bycia jest zarezerwowany dla i akceptowany tylko wśród dzieci.

Z kolei zachowanie dzieci i młodzieży jest bardzo poważne. Jeżdżąc rowerem często przejeżdżam koło szkoły i spotykam wychodzące z niej dzieci. Właśnie wychodzące, a nie wybiegające. U nas taka sytuacja wiąże się z krzykami, rozgardiaszem i przepychaniem, zwłaszcza wśród chłopców. Japońska młodzież bardzo dostojnie i powoli jedzie na rowerach. Nawet do głowy im nie przychodzi, że rower może być nie tylko środkiem komunikacji, ale też przedmiotem zabawy. Polscy chłopcy prześcigają się we wzajemnych popisach i sztuczkach. Gwałtowne hamowanie z piskiem opon, przyspieszanie czy podskoki są na porządku dziennym. Wykazują mnóstwo fantazji w korzystaniu z rowerów, a tutaj nawet ja, dojrzała kobieta, jadę szybciej i dynamiczniej od nich. Zdyscyplinowani i ułożeni jak spod igły.

Ponieważ jestem tutaj bardzo krótko i nie znam języka, mam świadomość, że moje spostrzeżenia są bardzo powierzchowne. Nie mogę ocenić ich głębiej, jako ludzi. Pozostaje mi tylko powierzchowna, zewnętrzna ocena.

Gdybym była mężczyzną, to na pewno zakochałabym się w którejś z Japonek. Potrafią być zjawiskowo piękne. Buzie o lalkowej urodzie i wieku trudnym dla mnie do odgadnięcia. Piękna aksamitna cera i wiotkie, niesamowicie szczupłe figury. I na koniec włosy... lśniące, o różnych odcieniach, od jasnego brązu do głębokiej czerni. Jedwabiście gładkie i lejące. U nas często kobiety spędzają dużo czasu u fryzjera, żeby uzyskać taki efekt. Oczy bardzo wyraźne poprzez ciemny kolor tęczówek, sprawiające wrażenie, że są to tylko same źrenice. Pełne, soczyste, kształtne usta, będące marzeniem większości europejskich kobiet. Jedyne co można im zarzucić to często bardzo niezgrabny, kaczkowaty chód i bardzo często nieprawdopodobnie groteskowo krzywe zęby. Zastanawiam się, czy istnieje tu zawód dentysty protetyka.

I mimo tego, że uroda wielu młodych Japonek jest zachwycająca, brakuje mi czegoś nieuchwytnego w wyrazie twarzy, jakiejś różnorodności, ekspresji spojrzenia i szczypty zmysłowości. Wszystko to sprawia, że mam uczucie, jakbym miała przed sobą nie żywą kobietę, a piękną lalkę z serii „Barbie po azjatycku”. Plastikowe piękne lalki. Coś pomiędzy kobietą a dzieckiem. Teraz już wiem, dlaczego postacie z japońskich kreskówek mają taką lalkowo-nierealną urodę. Wcześniej w Polsce zastanawiałam się, skąd twórcy japońskiej mangi wzięli pomysł na takie przedstawianie ludzi.

Z kolei Japończycy, jak i reszta męskich mieszkańców Azji, nie zrobili na mnie wrażenia jako na kobiecie. To, co dodaje urody ich kobietom: pełne usta i miękkie rysy twarzy, im tę urodę psuje. Sprawia, że wyglądają przez to mało męsko i że jest w ich twarzy coś miękkiego, kobiecego. Nie są absolutnie mężczyznami typu przystojnych twardzieli czy słodkich drani. Brakuje mi w ich zachowaniu i sposobie bycia tzw. luzu i swobody, tej nonszalancji w połączeniu z pewnością siebie, które sprawiają, że mężczyźni są pociągający dla kobiet. Zresztą trudno mi powiedzieć ogólnie, że są przystojni. Młodzi na dodatek noszą nastroszone, półdługie fryzury, które kojarzą się raczej z kobiecym uczesaniem, a sposób ubierania bardziej przypomina mi cyrkowo-teatralne przebranie, niż ubranie chłopaków z krwi i kości.

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Japonia mniej znana

  • 1
  • 2
Sanmachi-suji w Takayama

Sanmachi-suji w Takayama

Takayama to jedno z najbardziej urokliwych miast w... Więcej

Yuzu - japoński skarb zimowy

Yuzu - japoński skarb zimowy

Yuzu to jeden z oryginalnych japońskich owoców cyt... Więcej

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się