Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 178
A+ A A-

Królewski sposób na miłość

Oceń ten artykuł
(18 głosów)
Rozmowa z Anną i Masahiro Kawakami, założycielami polsko-japońskiej organizacji non-profit „Król”.

Anna i Masahiro KawakamiAnna i Masahiro Kawakami

Wiele znanych mi małże
ństw polsko-japońskich i innych mariaży międzynarodowych rozpada się. Wy nie tylko się nie rozwodzicie, ale na dodatek razem tworzycie. Skąd wziął się pomysł założenia organizacji non-profit?
Masahiro Kawakami: Przed ślubem z Anią nie znałem Polski. Miałem tylko ulubionego polskiego artystę: Franciszka Starowieyskiego. Fascynował mnie też Stasys, który wprawdzie jest Litwinem, ale mieszka i tworzy w Polsce. Oczywiście słyszałem o Chopinie czy Marii Skłodowskiej-Curie, ale kiedy po raz pierwszy odwiedziłem wasz kraj w 2005 roku, przeżyłem szok kulturowy. Często jeździłem w delegacje do Stanów czy Azji Południowo-Wschodniej, ale w Europie byłem jedynie we Francji i tylko do niej mogłem porównać ojczyznę mojej małżonki. A Polska była zupełnie inna niż Francja… Piękny kraj i ludzie tak bardzo przyjaźnie nastawieni do Japończyków, by nie rzec, zakochani w Japonii. Uświadomiłem sobie wtedy, że Japończycy prawie nic nie wiedzą o Polsce. Ani o jej geografii, ani o historii. I jako, że mam żonę Polkę, pomyślałem, że mógłbym przecież przybliżyć trochę moim rodakom jej kraj pochodzenia. Mam wykształcenie artystyczne - na co dzień zajmuję się grafiką komputerową oraz projektowaniem aplikacji multimedialnych - postanowiłem więc zacząć od promowania polskiej sztuki.

Jak wygląda Polska w oczach przeciętnego Japończyka?
M.K.: Często pytają mnie z czego słynie Polska, jaki to kraj i co się tam jada, ale tak trudno przekazać Japończykowi, który nigdy nie był w waszym kraju, co to właściwie jest ta Polska. Znajomi prowadzą firmę eksportowo - importową i handlują z Europą Północną, wykorzystując boom na rynku wyrobów skandynawskich, na które obecnie, zwłaszcza wśród japońskich kobiet, panuje moda. Proponowałem im, aby może sprowadzili coś z Polski, ale mieli o niej zbyt blade pojęcie. Co innego Szwecja, Finlandia, czy taka Szwajcaria. Nawet, gdyby sprowadzić jakiś dobry polski produkt, młode Japonki tego nie kupią. Choćby wprowadzono bezpośrednie loty z Japonii do Polski, samym Chopinem nie przyciągnie się już japońskich turystów. A Japończycy masowo odwiedzają polskich sąsiadów, na przykład Czechy czy Niemcy. Z Polską problem ma nawet japońskie Narodowe Biuro Turystyki - chcą zachęcać ludzi do odwiedzania kraju nad Wisłą, ale Japończycy mają jego zbyt mglisty wizerunek, by zdecydować się na wycieczkę.

Czyli praktycznie nie wiedza o nas nic…
Anna Kawakami: Japończycy, jeżeli już sobie Polskę z czymś kojarzą, to z II wojną światową i Oświęcimiem, który nazywają zresztą z niemiecka: „Auschwitz”. Dzięki temu wiedzą przynajmniej, że nasz kraj musi leżeć gdzieś tam w sąsiedztwie Niemiec, ale nie wiedzą dokładnie gdzie. Słyszę też nieraz, jak to bardzo Warszawa ucierpiała podczas bombardowań - w nawiązaniu do serii nalotów wykonanych przez Luftwaffe podczas bitwy o stolicę Polski w 1939 roku… Nie da się ukryć, że mają tutaj nad wyraz ponury obraz naszego kraju.

Macie jakiś pomysł na Polskę?
M.K.: Rzeczywiście, jak zaznaczyła Ania, konotacje z martyrologią wojenną w odniesieniu do waszego kraju są na porządku dziennym. Ale jak się już pojedzie do Polski, to, czy pod względem krajobrazu, czy rodzimej kuchni, wcale nie ustępuje ona Czechom, które są tak chętnie odwiedzane przez Japończyków. A przecież jeżeli spojrzeć na spuściznę kulturową objętą szczególną ochroną przez UNESCO, to Polska ma bardzo zbliżoną do Japonii liczbę obiektów na liście światowego dziedzictwa kultury (Polska posiada 13 obiektów, a Japonia 16 - przyp. autorki). Odwiedziłem je wszystkie w Polsce, zrobiły na mnie ogromne wrażenie, szczególnie Wieliczka i zamek w Malborku. A Zakopane, ten żywy góralski folklor, unikatowa zabytkowa architektura i podhalańska sztuka ludowa? Poza tym słyszałem, że Polska ma nie jeden, ale aż pięć tańców narodowych (krakowiak, polonez, mazur, oberek, kujawiak - przyp. autorki). Mało osób też wie, że to właśnie Polacy zapoczątkowali tradycję przypisywania kamieni szlachetnych do znaków zodiaku. Odkryłem ten fakt przy okazji wizyty w japońskim muzeum kamieni szlachetnych w prefekturze Yamanashi. Wciąż natrafiam na polskie „ślady”. Nawet tam, gdzie mieszkam - w Tokorozawa. Mieści się tu pierwsze japońskie lotnisko - teraz już tylko muzeum lotnictwa oraz park Tokorozawa Kōkūkinnen-kōen - gdzie wylądował pierwszy polski samolot. Uważam, że Polska naprawdę powinna bardziej zaangażować się w promocję swojego kraju. Jako organizacja „Król” chciałbym przekazać Japończykom jeszcze wiele, wiele innych informacji na temat Polski i na tym właśnie polega nasza misja.
A.K.: Chciałabym nadmienić, że naszym zamiarem nie jest rozpowszechnie wiedzy wyłącznie o Polsce. Myślimy też o Azerbejdżanie oraz o mniej znanych państwach europejskich, takich jak Bośnia-Hercegowina czy Albania. Rodzeństwo babki mojego męża po II wojnie światowej wyemigrowało do Brazylii, gdzie mamy teraz szerokie kontakty, a jeden z naszych członków ma powiązania z Papuą Nową Gwineą. Będziemy więc także zajmowali się wymianą kulturowo-artystyczną pomiędzy Japonią a innymi krajami. Na początku naszej rozmowy pytałaś, dlaczego jeszcze jesteśmy razem. Oboje jesteśmy zafascynowani swoimi kulturami: Masahiro polską, a ja - japońską. W pewnym sensie nasze małżeństwo to nieustająca wymiana kulturowa.

Jakich skupiacie artystów?
M.K.: Mam wrażenie, że sztuka w Japonii przeżywa kryzys i spychana jest na margines przez tzw. otaku bunka. Moi współpracownicy to przeważnie czterdziestolatkowie, i mówiąc szczerze, jesteśmy zdegustowani zalewem pop-kultury w formie otaku i kierunkiem, w jakim rozwija się teraz japońska sztuka. Wielu arystów tworzy pod publiczkę mediów i kieruje się głównie chęcią zdobycia sławy i zysku. Nas interesują artyści z pasją, tacy, którymi powoduje wyłącznie natchnienie, i którym sprawia szczęście sam fakt tworzenia, ale nie laury i zaszczyty. Wielu takich artystów żyje bardzo skromnie i nie posiada stałych dochodów. Aby przeżyć, zmuszeni są podejmować się różnych prac dorywczych, zupełnie nie związanych z ich twórczością. Takie właśnie utalentowane jednostki chcemy wspierać. Dzisiejsza japońska młodzież bez zastrzeżeń wzoruje się na trendach narzucanych przez mass media i rzadko kto usiłuje samodzielnie wypracować sobie własny, oryginalny styl. Przeciętna uczennica japońskiej szkoły średniej, zamiast sama wyszukać ulubiony ciuch czy dodatek, coś, co jej się naprawdę podoba, i jest zgodne z jej gustem, a nie ze strategią marketingową znanej marki, sprawia sobie za pierwsze zarobione pieniądze torebkę Louis Vuittona albo szalik Burberry…Wzbudza to we mnie tylko niesmak. Podobnie jest z galeriami sztuki, wśród których panuje określona hierarchia i każdy próbuje wystawiać swoje dzieła w tych, które mają najlepsze wyniki sprzedaży. Ktoś, kto naprawdę wierzy we własną sztukę, niekoniecznie będzie dobijał się do renomowanych galerii, ale wystarczyłoby mu na przykład to, że jego twórczość byłaby wystawiana na ulicach. Prawdziwa sztuka to nie dzieło, które dobrze prezentuje się w nabożnej ciszy na tle białych ścian eleganckiej galerii, ale coś, co wystawione na ulicy, nawet obok pojemników na śmieci, nie będzie wyglądało na śmieć. Innymi słowy, autentyczna sztuka obroni się sama.

1


Keitaro Yonehara - fotograf
(http://www.yoneharakeitaro.com/)


2


Kentaro Sugiyama - projektant biżuterii


3


Karina Jancewicz-Ota - malarka

UlotneUlotneTabuTabu

A.K.: W rzeczywistości Japonia ma wielu młodych utalentowanych twórców, którzy potrafią tworzyć dzieła o takiej wyjątkowej sile przekazu. Zależy nam z mężem, aby świat dowiedział się, że są tutaj artyści, tworzący z potrzeby serca, a nie z wyrafinowanych względów. Pomimo tego, że ich obrazy czy rzeźby się nie sprzedają. „Król” nie jest pośrednikiem w sprzedaży tych prac, ale stara się pomagać w inny sposób. W zeszłym roku w październiku zorganizowaliśmy w Tokio Big Site wystawę Design Festa, a cały dochód ze sprzedaży obrazów, fotografii i biżuterii przekazaliśmy ich autorom. Myśmy nie wzięli ani gorsza, nie zarabiamy na naszych artystach.

Czy były jakieś rozczarowania związane z prowadzeniem „Króla”?
M.K.: Prowadząc organizację typu non-profit, jak sama nazwa wskazuje, nie kieruje nami chęć zysku. Ale takie skupisko artystów przyciąga różne indywidua, które za psie pieniądze chcą eksploatować młodych i zdolnych twórców. Zgłaszają się do nas przedstawiciele firm czy różnej maści „konsultanci”, którzy potrzebują nowego pomysłu do jakiegoś projektu i chcą wykorzystać naiwność młodych ludzi, którzy dają z siebie wszystko. Kiedy dostaną czego chcą, nie dotrzymują warunków umowy dotyczącej zapłaty. Zdarza się nawet, że nie płacą w ogóle. Albo za odpowiednią stawką obiecują, że znajdą nam jakąś wielką firmę, która będzie sponsorowała naszą działalność. Tak, kręci się wokół nas trochę typków, którzy chcą na nas zarobić.

A co okazało się największą przeszkodą w waszej dzałalności?
M.K.: Mogę tylko powiedzieć, że praca z artystami, z których każdy jest wielką indywidualnością, do łatwych nie należy. Ciężko jest ustalić jakiś wspólny cel i razem go realizować, bo każdy chce robić coś innego, po swojemu. Nie mówię, że jest to wyłącznie negatywny aspekt pracy z wybitnymi jednostkami - ten chaos jest równocześnie fascynujący.

Kim są Wasi partnerzy?
A.K.: W Polsce współpracujemy z Muzeum Plakatu w Wilanowie, a w Tokio z Uniwersytetem Sztuki Musashino i Instytutem Polskim. Dzięki wsparciu pani Marii Kurpik - dyrektor Muzeum Plakatu w Wilanowie - po 15 latach przerwy nawiązaliśmy ponowną współpracę pomiędzy Uniwersytetem Sztuki Musashino a Muzeum Plakatu. Przez ostatnie lata kontakty ograniczały się jedynie do zdawkowych życzeń okolicznościowych, a panu profesorowi Yoshiro Imai bardzo zależało na więzi z Polską. I tu nagle dowiaduje się, że jego dawny student, Masahiro Kawakami, ożenił się z Polka. Odwiedziliśmy też kierownictwo Muzeum Narodowego w Poznaniu, z którym zamierzamy współpracować.

Jak Was przyjmują w Polsce a jak w Japonii? Czy są jakieś różnice?
M.K.: W Japonii ludzie nie do końca rozumieją na czym polega nasza działalność. - Jesteście galerią sztuki? - pytają jedni. - Firmą dizajnerską? - zastanawiają się drudzy. - A może fundacją charytatywną? - głowią się trzeci. A my tylko skupiamy artystów, umożliwiając im wymianę informacji, realizację wspólnych projektów i wystaw. W Japonii ludzie nieraz mają mieszane uczucia, kiedy słyszą o organizacji typu non-profit, gdyż zdarza się, że dochodzi do przekrętów finansowych. Mówimy o sobie NPO, ale tak naprawdę nie jesteśmy nigdzie zarejestrowani jako taka jednostka i nie mamy ani żadnych dotacji od państwa, ani sponsorów. Wszyscy jesteśmy wolontariuszami.
A.K.: Obawiam się, że gdybyśmy byli przez kogoś finansowani, utracilibyśmy czystość naszych intencji. Poza tym, osoby działające razem z nami w „Królu” to przeważnie ludzie w średnim wieku, którzy zrobili już i karierę zawodową, i pieniądze. Nie interesuje nas organizacja wielkich wystaw, gdzie musielibyśmy zainwestować w reklamę i promocję. Dlatego, że naszym celem nie jest zarabianie pieniędzy. Wręcz przeciwnie, czasem nawet opłacamy pewne przedsięwzięcia z naszych własnych kieszeni. Mierziło by nas, gdyby jakiś sponsor zarabiał na naszych artystach. W Polsce natomiast spotykamy się z wyrazami sympatii. Polacy są przyjemnie zaskoczeni, gdy dowiadują się, że w Japonii jest ktoś, kto stara się promować ich kraj. Dopinguja nas zawsze do dalszych działań.

Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?
A.K.: Nadal będziemy budować sieć naszych kontaktów i nawiązywać relacje z artystami, nie tylko z Polski , ale także z innych krajów. W przyszłym roku mamy zamiar zorganizować w Tokio wystawę polskiego plakatu. Chcemy, aby japońscy twórcy współdziałali z kolegami z innych krajów, i żeby powstawały z tej międzynarodowej kooperacji intrygujące dzieła sztuki.
M.K.:Jestem zdania, że przybliżanie innych kultur powinno zaczynać się już we wszesnym dzieciństwie. Interesuje mnie umożliwienie wymiany albumów z dziecięcymi rysunkami pomiędzy dziećmi japońskimi a ich polskimi rówieśnikami - taka pomiędzszkolna wymiana kulturowa. Ale najbardziej marzy mi się książka z obrazkami dla polskich dzieci, taki zbiór polskich baśni, do których ilustracje wykonaliby japońscy rysownicy. I odwrotnie, obrazki polskich rysowników do znanych japońskich bajek. Z pewnością otrzymalibyśmy zupełnie inne wyobrażenia postaci i miejsc występujących w tych baśniach. Taki, powiedzmy, diabeł. W japońskim folklorze demon- oni - jest czerwony, ma troje oczu i szerokie usta, a dla Polaków diabeł jest czarny od smoły piekielnej.

Wasze największe marzenie?
M.K.: Na starość chciałbym zamieszkać w Polsce i założyć muzeum sztuki japońskiej. W Krakowie funkcjonuje, co prawda, Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, ale w północnej Polsce nie ma żadnych ośrodków, które przybliżałyby Japonię. Poza tym, krakowska Manggha głównie wykorzystuje kolekcję dawnej sztuki japońskiej ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie, a w niedalekiej przyszłości planuje poszerzyć działalność o inne państwa Dalekiego Wschodu. Ja myślę o muzeum stricte japońskim, które koncentrowałoby się raczej na sztuce nowoczesnej niż na tej tradycyjnej.
A.K.: Kupiliśmy już nawet ziemię pod to muzeum. W Brodnicy, koło Torunia, skąd pochodzę. A ja bym dodała jeszcze ogromny ogród japoński, koniecznie z jaskrawoczerwonym mostkiem. I może zamek…

Jaka jest Wasza recepta na udany związek polsko-japoński?
M.K.: Dobrze, kiedy japoński mąż wykazuje spontaniczność i zaskakuje żonę oryginalnymi pomysłami, na przykład na wspólne spędzanie wolnego czasu lub wakacji, aby nie popaść w rytynę. Chojność i rozpieszczanie partnerki od czasu do czasu też nie zaszkodzi. Ale najważniejsze ze wszystkiego jest głębokie zainteresowanie kulturą kraju partnera i akceptacja odmiennych obyczajów. Również takich jak to, że mąż długo pracuje lub, że nie utrzymuje się kontaktów z sąsiadami, a czasem po prostu nawet nie wie, kto mieszka za ścianą. Co da obcesowe wypytywanie męża przez żonę, dlaczego tak właśnie jest w Japonii, skoro ja sam tego nie wiem i nic na to nie poradzę?
A.K.: Ja także nie wyobrażam sobie szczęśliwego małżeństwa międzynarodowego bez zrozumienia kultury, w której wychował się współmałżonek. Wiąże się to także z opanowaniem jego języka ojczystego. O ile współmałżonkowie w małżeństwach mieszanych mogą podpierać się trzecim językiem, najczęściej angielskim, to, aby porozumieć się z teściami, trzeba już posługiwać się ich językiem. Uważam, że dobry kontakt z rodzicami partnera jest bardzo istotny, bo są to, oprócz nas i wspólnych dzieci, najważniejsze osoby w jego życiu. A poza tym istotne są codzienne, szczere rozmowy. Rozmawiamy ze sobą non-stop - również, gdy jestem w Polsce - tak że mąż nawet nie zdaży się stęsknić.

2 komentarzy

  • Maciek Wasielewski

    Życzę z całego serca powodzenia! がんばってください!

    Maciek Wasielewski Link do komentarza
  • Madzia

    Świetny artykuł, świetne małżeństwo i świetny pomysł na rozwój swoich zainteresowań. Jesteście cudowni i jesteśmy z Was bardzo dumni :) Pozdrowienia z pięknej Polski do cudownej Japonii :) Madzia i Tomuś :)

    Madzia Link do komentarza

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Podróże

  • 1
  • 2
  • 3

Krakowskie Słowianki w Japonii

"Dzisiaj młodzi ludzie rzadko wybierają kulturę ludową jako pasję. W "Słowiankac... Więcej

Hokkaido - wyspa wulkanów i…

Najlepszą metodą podróżowania po Hokkaidō (jak i po całej Japonii) są koleje. Są... Więcej

Japonia pełna tajemnic

Japonia była krajem moich marzeń od dzieciństwa. Już w szkole podstawowej gdyby ... Więcej

Wspomnienia z przełomu starego i…

W Japonii nie obchodzi się hucznie nadejścia nowego roku, może z wyjątkiem dźwię... Więcej

Wspomnienia z przełomu starego i…

23 grudnia są urodziny cesarza. Jest to dobry moment na zdjęcia (jedyny dzień w ... Więcej

Ekspedycja samochodowa Kraków - Tokio

Czy możliwe jest dotarcie do Japonii samochodem? Na pewno tak, w końcu wielu się... Więcej

Wspinaczka na Fujisan

Góra Fuji, nazwana niezgrabnie w języku polskim Fudżijamą, co nie ma związku z n... Więcej

Na podzamczu w Osace

Osaka to trzecie największe miasto Japonii po Tokio i Jokohamie, które liczy sob... Więcej

AutenAzja

Azjobiografia

Jako nastolatka rozczytywałam się w Olgierdzie Budrewiczu i Ryszardzie Kapuścińskim, marząc o zostaniu świecką misjonarką w peruwiańskiej dżungli. Z b... Więcej

Pod koniec świata w Tokio

Dokładnie dwa lata temu zatrzęsło moim światem. Już na dwadzieścia jeden miesięcy przed końcem kalendarza Majów. Świat składał się z dwójki małych chł... Więcej

Azja w anegdocie

Ktoś kiedyś powiedział, że książki dojrzewają jak owoce, co mogło by tłumaczyć moją wielomiesięczną niemoc twórczą. Jeżeli proza jest owocem, to poezj... Więcej

Rok szczura czy rok lesbijki?…

Drodzy Czytelnicy, jeżeli miłość dwojga osób tej samej płci wzbudza w Was nieskrywane obrzydzenie, obraża uczucia religijne lub uważacie, że "homosie"... Więcej

Opowieść nie-wigilijna

Nie do wszystkich dzieci przychodzi Święty Mikołaj. Nie dlatego, że są niegrzeczne, ale ponieważ niegrzeczni bywają dorośli. Bywa tak, że dzieci muszą... Więcej

Gaijin na basenie

Mieszkam już w Japonii od kilku lat, ale po raz pierwszy zdarzyło mi się spędzać okres wakacyjny w Kraju Kwitnącej Wiśni, i to do tego w Tokio, a więc... Więcej

Kobietą być (w Azji)

Uwielbiam robić zdjęcia portretowe. Najlepiej ludziom, których twarze w niczym nie przypominają już niemowlęcej pupy, gładko niewinnej i o głębi wyraz... Więcej

Kochać w Japonii

W japońskiej kulturze miłość istnieje dopiero od około 150-ciu lat. Wtedy to w użycie weszło słowo reriai jako odpowiednik zachodnie­go słowa miłość, ... Więcej

Tokio - Zakopane

Tokio już po raz trzeci w tym miesiącu zamienia się w śnieżną krainę. W zeszły weekend, 8 lutego, spadło na japońska stolicę 27 cm śniegu, najwięcej o... Więcej

Fukushima na talerzu

W ostatnich dniach media japońskie i światowe informują, że od dwóch i pół roku przynajmniej 300 ton silnie radioaktywnej wody, skażonej w procesie ch... Więcej

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się