Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 194
A+ A A-

Miłość bez granic Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(5 głosów)
- To niedaleko. Za trzydzieści minut będziemy na miejscu. Pani Wang wysapała moszcząc się na przednim siedzeniu obok młodego kierowcy, ktory rzucając niedbale telefonem przekręcił kluczyk w stacyjce.

Wielka luksusowa, z drewnianymi wykończeniami (specjalnie dla luksusowych chińskich klientów), Toyota sunęła bezszelestnie przez smog spowijający przedmieścia Qingdao. Słonecznej pogody należało się jedynie domyślać, bo niebo było jakby za mleczną szybą nie przepuszczającą ani kształtu chmur, ani słońca, ani nawet błękitu nad nimi. Chińska aglomeracja. Trująca aglomeracja. Przymknęłam oczy wsłuchując się w melodyjną rozmowę pomiędzy panią Wang a towarzyszką mojej podróży służbowej, koleżanką z wydziału produkcyjnego, panią Kim. Pani Kim legitymuje się chińskim paszportem i takim samym kręgosłupem moralnym, ale mając koreańskie pochodzenie do czasu wstąpienia na uniwersytet traktowana była jako mniejszość narodową. Teraz mieszkając i pracując w Japonii, jej koreańskie nazwisko pozwala jej na pewną komfortową alienację (od Chin). Jednym słowem: nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło.

- Straszna rzecz wydarzyła się znowu w Japonii. Pani Wang z nutą sensacji zatrzęsła głową. - 120-stu Japończyków otoczyło autobus z, bogu ducha winnymi chińskimi turystami i wykrzykiwało przekleństwa i obelgi. Nawet pobito kogoś. Okropne. Nigdy nie będzie przyjaźni między Japonią a Chinami.

Symbol chińskiej gościnności - maskotka targów przyjaźni z 2010 rokuSymbol chińskiej gościnności - maskotka targów przyjaźni z 2010 rokuSpojrzałyśmy po sobie z koleżanką Kim. Nic nie słyszałyśmy o wydarzeniu, o którym huczy już cała zbolała chińska nacja. Sprawdzę to po powrocie do hotelu, pomyślałam. O ile jakiekolwiek wiadomości z zagranicy będą dostępne... Google jest zniekształcony, Facebook wogóle się nie otwiera a BBC jest cięte niczym budżet na reklamę w naszej firmie. Za to powitalny talerz hotelowy ugina się pod pysznymi soczystymi jabłkami i mini pomidorkami. Bo mini pomidorki, to tutaj owoce.

- Bo nasz krojczy jest strasznie uparty i nikogo nie chce słuchać. Skwitowała zdesperowana pani Wang. Ja poczułam się zdesperowana i zrozpaczona conajmniej dwukrotnie. - Przecież napisałam, jak należy naprawić ten łuk. Podałam w milimetrach i zaznaczyłam miejsce, w którym należało łuk nakreślić płyciej. I podkleiłam nawet papier z prawidłową linią! Niesforny krojczy podrapał się w głowę, choć nie wyglądał na strapionego.

Niestrapiony był krojczy ani przysypiające szwaczki, ani kelnerki w restauracji podając wyszczerbione talerzyki, ani kierowca płonącej żywym ogniem, ciężarówki, której nijak nie można było wyprzedzić na zapchanej drodze. Ani nawet pan na lotnisku penetrujący mój bagaż. Bagaż zapiszczał sprezentowanymi metalowymi kubkami, które ułożone w tubę wyglądały na monitorze jak bazuka i ewidentnie stanowiły globalne zagrożenie. Były na tyle niebezpieczne, że pan z lotniska upuścił i rozbił dwa (również sprezentowane) porcelanowe precjoza. Gdy po głębszej penetracji bazuka okazała się nie bazuką, dostałam zmiotkę i szufelkę, by zebrać resztki porcelany. Wszyscy szczęśliwi, można się rozejść.

Artykuł o chińskich turystach znalazłam po dłuższych poszukiwaniach na łamach internetowej japońskiej Asahi News. Owszem. Autobus był. W środku przerażeni chińscy turyści też. Napastnikami byli nacjonaliści-krzykacze, którzy budzą oburzenie i niesmak nawet wśród rodaków (Zarzewiem konfliktu było internowanie kapitana chińskiej łodzi rybackiej, która to wkroczyła na wody terytorialne będące kością niezgody pomiędzy sąsiadującymi państwami). Nikt nikogo nie skrzywdził, bo nikt nie opuścił autobusu. Owszem artykuł był skromny i pewnie nikt o nim w Japonii nie wiedział... (przegięcie pały w drugą stronę)

Po tygodniu powróciłam do Japonii upojona jak zwykle chińska kuchnią... A pomiędzy Chinami a Japonią coraz gorzej. Rozwścieczeni młodzi Chińczycy wybijają szyby w japońskich restauracjach, zdzierają z kobiet japońskie ubrania, wywracają i demolują japońskie samochody. Palone flagi i paszkwile na polityków, to najdelikatniejsze środki wyrazu. "Zetrzeć karłowatą Japonię z mapy świata!" Rzecznik chińskiego rządu ze spokojem oświadcza: "Właściwie Japonia jest sama sobie winna...". A Japonia?

Po 34 latach przywróciła regularne międzynarodowe loty z lotniska Haneda, które jest odległe od centrum Tokio o zaledwie 15 minut. Połączenie z Pekinem, Shanghajem i HongKongiem. Taksówkarze spod lotniska muszą uczyć się chińskiego. Czego nie robi się dla klienta...

Bo miłość nie zna granic.

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się