Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 194

Siła rażenia

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Dla wielu w tym kraju zwiastunem nieuchronnie  nadchodzącego poniedziałku jest animowana familia Isono. Wesoła tudzież gapowata młoda Sazae Isono kica na ekranie w niedzielne popołudnie pogłębiając  tylko depresję zdesperowanych uczniów i salarymanów, którzy gdyby tylko mogli, obudziliby się dopiero we wtorek.

Syndrom Sazae san odbiera energię i radość z ostatnich chwil niedzieli wprowadzając napięcie i niepokój przed nowym stresogennym tygodniem.

Dla mnie namacalnym dowodem na zbliżający się  poniedziałkowy kataklizm jest "Gomi no hi": Dzień śmieci. A właściwie przygotowania do niego.

Jakoś zaraz po Sazae san, z balkonu poniżej rytualnie zaczynają rozchodzić się odgłosy otwieranej beczki a wraz nimi zapachy, które mogłyby powalić legiony: sąsiad z dołu przygotowuje śmieci na jutro.

Chcąc ujść z życiem przed tą lokalną fabryką kompostu, zamykam szczelnie wszystkie okna i daję sąsiadowi jakąś godzinę na radosną selekcję.

Jutro będzie bonanza, myślę.

W poniedziałkowy ranek, o godzinie siódmej wsiadam do windy, ktora już tak cuchnie, że gdyby nie nieodzowna potrzeba pobierania tlenu z powietrza, zatkałabym sobie bardziej strategiczne otwory w głowie.

Właśnie poniedziałek i czwartek są dniami, gdy dotkliwie odczuwam wysokość czternastego piętra, na którym przyszło mi mieszkać.

Czternaście, trzynaście, dwanaście... Staram się spowolnić pracę serca. Czy człowiek może wypracować w sobie taką umiejętność? ...Jedenaście.

Do windy wsiada sąsiadka (wciąż prawie nikogo nie znam) w kwiecistym dresie, ale ewidentnie bez bielizny pod nim. Jak widać półwieczna metryka predysponuje do zrzucenia zbędnych koronek.

- Ojej, jak tu cuchnie! Wywróciła oczami sąsiadka. - Możesz to wytrzymać?! Nie do zniesienia!

- Faktycznie. Niedobrze się robi. No cóż. Poniedziałek: dzień śmieci. Nie ma rady...

- Ależ ja nie o tym! To perfumy tak śmierdzą! Perfumy!

Na dowód sąsiadka zademonstrowała objawy bliskie podduszeniu. Łypnęła białkami demonicznie.

- To moje perfumy. A właściwie woda toaletowa...

Żadne tam piżmowe Chanel 5, tylko lekkostrawne Armani Mania, chciałam dodać, ale... kogo to obchodzi? Sąsiadka i tak prawie padła trupem. Tłumaczenie jej nie wskrzesi.

No cóż. Jak to moja mama lubi mawiać "Jeden lubi fiołki, a drugi, jak mu skarpetki śmierdzą"...

Nic dodać, nic ująć.

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się