A+ A A-
Jeśliby porównać Edo do ludzkiego ciała, wyglądałoby to pewnie tak. Szogun byłby głową miasta, dwór - szyją, świątynie buddyjskie i chramy szinto - brzuchem, miejscem, gdzie podług wschodniej tradycji gromadziła się energia. A rzemieślnicy? Rzemieślnicy byliby jego kręgosłupem, albo plecami, które podtrzymywały całą konstrukcję we właściwej pozycji, podczas gdy kupcy dostarczali mu pokarmu i składników odżywczych, a artyści (wyższych i niższych lotów), uliczni (dziś telewizyjni) rozbawiacze oraz kurtyzany - strawy duchowej i rozrywki. Dziś ta ważna rola rzemiosła - schowanego nieco z tyłu i nigdy nie pchającego się na afisz - należy do przeszłości. Rzemieślnicy, którzy przetrwali, są wspomnieniem dawnych czasów i dekoracją, atrakcją swojej dzielnicy, a media przypominają sobie o nich od czasu do czasu, co zresztą pozwala tym pierwszym na krótki okres podreperować swoje budżety. Uwielbiam te warsztaty i jeśli tylko jakiś mijam, staram się zaglądnąć do środka. Zwykle ich właściciele, choć mają ręce pełne roboty, znajdą czas by zamienić kilka słów i pokazać swoje dzieła. Niekiedy są to prawdziwe perełki. W tych miejscach, a są to zarówno wielkie warsztaty przy głównych ulicach, jak i małe norki schowane w bocznych uliczkach dokąd nigdy nie zagląda  słońce, mistrz się nigdy nie śpieszy.   W sobotnie przedpołudnie przechodziłem przez dzielnicę Ningyōchō, gdzie w niemieckiej piekarni Tanne co tydzień zaopatrywałem się w chleb. Dzielnica ta znana była niegdyś z teatrów kabuki oraz rzemiosła, w tym wytwórców lalek (wciąż raz do roku organizuje się tu kiermasz wszelkiego typu marionetek). W międzyczasie teatr kabuki przeniósł się do Ginzy (do dziś zaś w Ningyochō…
Czytaj dalej... 0

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się