A+ A A-

Dziennik tokijski (2011.10.25)

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Z platońskich czterech podstawowych elementów - powietrza, ognia, wody i ziemi - w Japonii najważniejsza jest woda. Jest tu wszędzie: spada z nieba, spływa rynnami, kanałami w miastach i na polach ryżowych, kaskadami wodospadów z górskich stoków. Ten płynny element najlepiej odzwierciedla przemijanie i wieczność, brak początku i końca. Woda zabiera i daje, przynosi życie i je zabiera. Woda oczyszcza, a jednocześnie nanosi osad, niszczy, ale również buduje.

Z wyjątkiem wielkich miasta, gdzie ogień powoduje największe spustoszenie, to woda jest największym destruktorem na Wyspach. Tajfuny, tsunami, oberwania chmur i powodzie niszczą wielkie połacie lądu z bezlitosną siłą, zabierając ze sobą całe wioski i ich mieszkańców. Dwudziesty trzeci rok ery Heisei upłynął właśnie pod znakiem niszczycielskiej siły wody.

A jednocześnie, gdyby nie ona życie na archipelagu byłoby znacznie trudniejsze, bo woda to matka-żywicielka, w trudnych czasach zawsze można na nią liczyć i wie to każdy Japończyk. Z wody, słodkiej albo słonej zawsze da się coś wyłowić, zeskrobać muszelkę ze skały, zebrać wodorost albo algi, znaleźć kraba, lub choćby morską trawę i... przeżyć. Ma więc ona wielką i tajemną noc.

To dzięki wodzie Japończycy marzą o samowystarczalności. I od czasu do czasu próbują to marzenie zrealizować. Zamknąć się w kokonie, ogłosić oderwanie od świata i żyć po swojemu. Zwie się to sakoku - kraj odizolowany - i było już w przeszłości dorze przećwiczone przez dwa stulecia rządów szogunów rodu Tokugawa. No i teraz, gdy na świat opanowuje chaos i nikt jeszcze nie jest w stanie wskazać kierunku, w którym pójdzie ludzkość na nowo pojawiają się mesjasze głoszący hasła szlachetnej samoizolacji. Idea samowystarczalności bowiem zawsze pojawia się w momencie niepewności i jest jak muszla, w którą można się wczołgać i ukryć, po to by przeczekać najtrudniejsze chwile.

Tak więc, ten kraj, który gdzieś w podświadomości wierzy w samowystarczalność tak mocno, że od czasu do czasu ją wypróbowuje, zamyka się na świat i, radząc sobie przez jakiś czas nadzwyczaj dobrze, utwierdza w swej wierze, na końcu za każdym razem budzi się z tego snu, w świecie, który zdążył zrobić już kilka kroków naprzód. Przeciera wtedy zaspane oczy i zaczyna gonić go z całych sił, z gorliwością godną dziecka, które poznało smak głodu. I by nadrobić czas, który minął, rzuca wszystkie siły na front modernizacji.

A woda płynie dalej...
Ostatnio zmieniany

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się