A+ A A-

Dziennik tokijski (2011.08.06)

Oceń ten artykuł
(2 głosów)
W mieszkaniu dziś temperatura sięgnęła trzydziestu siedmiu stopni. Wilgotność rośnie miast spadać. Niby mógłbym po prostu włączyć klimatyzację, ale wtedy trzeba zamknąć okna i drzwi, i tym samym odciąć się od świata. A ja już i tak czuję się wystarczająco odcięty. To nie dla mnie, wolę siedzieć w saunie niż zatrzasnąć się w hermetycznej lodówce.

Kucharz w sushi barze Kappa w Okachimachi - Edokko z zaniedbanym uzębieniem, lecz serdecznym uśmiechem - wyznał mi tego popołudnia, że też już ma dość tegorocznego lata.

- Gdy byłem dzieckiem, czterdzieści lat temu, dni, kiedy temperatura przekraczała trzydzieści stopni można było policzyć na palcach jednej ręki. Poza tym nie było wtedy tyle betonu i asfaltu, a boczne uliczki wciąż pokrywały piasek i ziemia, które nie chłonęły gorąca i wieczorami było chłodniej.

Tokijski upał obezwładnia, a ja się mu poddaję. Robi to przy tym bardzo dyskretnie. Po prostu nagle traci się siły i ochotę do życia. Świat za oknem obojętnieje i rozpływa się w falującym, gęstym niczym lepki żel powietrzu (zdarzają się dni, gdy można je dotknąć i skórą dłoni wyczuć jego fakturę!), a skłonni do depresji zamykają się i milkną. Melancholia zbiera obfite żniwa. W głowie coraz większa pustka, która nie uspokaja, lecz - wprost przeciwnie - drażni i niepokoi.

Nawet po zmroku upał. Na wielkim placu przez świątynią w Tsukiji tuż przy zatoce spocone twarze lśnią refleksami kolorowych lampionów. Nōryō Bon Odori Taikai., „Festyn tańca bon ku czci i radości zmarłych w chłodzie wieczora”.

- Gdzie ten chłód... Gdzie nōryō – chciałem się kogoś zapytać, ale nikt nie wyglądał na gotowego do udzielenia mi odpowiedzi.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się