Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 169
A+ A A-
Słońce już zachodziło, kiedy Shuhei dotarł do szczytu wzgórza Suwa i gdyby nie gaj bambusowy to widziałby już pola ryżowe i dom. Szeroka droga przez chaszcze trochę już przeschła po ostatnim tajfunie, ale wciąż nogi w słomianych rapciach waraji lekko grzęzły w błotnistej mazi i trochę się ślizgały. Rano niósł na plecach wielką wiązkę takich własnoręcznie plecionych sandałów na targ, teraz miał już tylko resztkę, a za to z przodu dyndał woreczek z dzisiejszym utargiem – kilka ryb i paczuszka herbaty z Shizuoka. W domu na pewno się ucieszą. Szczególnie dzieci lubiły odmianę od monotonii codziennego ryżu genmai z zupą misoshiru. Ryba na kolację lub śniadanie to było dla nich wielkie święto, przy każdym kęsie włożonym pałeczkami do ust wykrzykiwały „oishii” i śmiały się jeden przez drugiego.Starał się wyobrazić sobie jak wyglądałyby dom stąd. Pewnie widziałby dzieci biegające wokół domu, a może wybiegły poza zagrodę i bawią się w błocie na ścieżce? Cóż może być przyjemniejszego dla dziecka niż udeptywanie bosymi stopami miękkiego błota? Można w ten sposób spędzać godziny na robieniu glinianego „o-mochi” i podśpiewując o diable, którego można wygonić rzucając w niego drewnianym klapkiem geta, o zwierzątkach, które zapraszają jedno drugie do zabawy, albo o puszczaniu drewnianego bąka.Widziałby pola ryżowe, teraz już podeschnięte, jeszcze wciąż zielone ale już powoli żółknące łany ryżu, groble oddzielające pola i wiodącą na wprost drogę między polami.Ale zamiast tego ma przed sobą falującą zieloną ścianę bambusów. Ich pióropusze pochylają się w głębokim pokłonie, który jest oznaką szacunku. Bambusy kłaniają się jemu, jakby chciały…
Czytaj dalej... 0

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się