Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 178
A+ A A-

Misjonarze miłości

Oceń ten artykuł
(4 głosów)
Misjonarze miłości

„Ojciec Maksymilian Kolbe chciał, żeby jego kości spoczęły w japońskiej
ziemi. Uważał, że misjonarz powinien być pochowany na ziemi, na której pracował"-wspominał
w 1998 roku 96-letni wówczas brat Grzegorz Siary z zakonu Franciszkanów
Konwentualnych w Konagai w prefekturze Nagasaki. Przyjechał do miasta Nagasaki
w 1931 roku. Był jednym z 20, którzy zdecydowali wyjechać na budowaną przez Św.
Maksymiliana Kolbe misję w Japonii.

Święty Maksymilian Kolbe jest w Nagasaki znany, nie tylko katolikom. Jego działalności poświęcone są 3 rozsiane po mieście muzea. W latach 90. miałam szczęście spotkać czterech braci, którzy pracowali w Japonii z polskim świętym, czyli brata Grzegorz Siry, Romana Kwietnia, Sergiusza Pesieka i Eligiusza Zarembę. Trzej pierwsi zostali w maju 1995 roku odznaczeni Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta.

"Ojciec Kolbe myślał o założeniu misji franciszkańskiej na Dalekim Wschodzie już podczas studiów w Rzymie" -mówi brat Roman, który przyjechał do Nagasaki w 1934 roku. O wyborze Japonii zdecydowało spotkanie z japońskim seminarzystą, późniejszym kardynałem Józefem Satowaki. Pomimo kruchego zdrowia i utraty jednego płuca o. Maksymilian wyruszył w daleką podróż do Japonii w lutym 1930 roku. Towarzyszyło mu 4 braci, wśród których znalazł się brat Zenon Żebrowski, po japońsku Zeno, jeden z najbardziej znanych misjonarzy katolickich w Japonii.
W Nagasaki o. Kolbe otrzymał posadę wykładowcy filozofii i teologii w seminarium duchownym. Od początku przyświecała mu myśl, aby założyć japoński Niepokalanów i wydawać po japońsku miesięcznik "Rycerza Niepokalanej". Ówczesny biskup Hayasaka wyznał później, że niechętnie
zaakceptował pomysł utworzenia misji przez przybysza z nieznanego kraju, a na
wydawanie "Rycerza" zgodził się, bo był pewny, że w zamkniętej dla cudzoziemców Japonii obcy misjonarz nie zdoła wydać miesięcznika, a jeśli nawet mu się to jakimś cudem uda, brak znajomości religii katolickiej sprawi, że pismo upadnie.

Rycerz po japońsku

Cudzoziemscy misjonarze zaskoczyli biskupa kiedy 24 maja 1930 roku brat
Zeno zaczął rozdawać na ulicy pierwszy numer pisma o tajemniczym tytule: Seibo-no kishi czyli "Rycerz Niepokalanej". Ojciec Kolbe był autorem większości pisanych po włosku i
tłumaczonych na japoński tekstów. Sam nie mówił biegle po japońsku i
komunikował się za pośrednictwem tłumacza, późniejszego kontynuatora swojej
misji o. Mirosława Mirochny. W muzem pamięci o. Kolbe przy klasztorze w
Hongochi można obejrzeć pamiętniki, w których widać jak ćwiczył japońskie
hieroglify.

Brat Sergiusz wspomina, że o. Maksymilian uczył jak "po rycersku
cierpieć, pracować i umierać". W klasztorze od początku panowały spartańskie warunki. Bracia spali na budowie, nawet w zimie kiedy było bardzo zimno. O.Kolbe specjalnie wybierał na misję braci, którzy znali się na stolarce i budownictwie, żeby mogli własnymi rękami wybudować klasztor.
"Tylko łagodność, z którą nas traktował pozwalała znosić trudne warunki życia, marne wyżywienie i niesprzyjający nam klimat"-powiedział brat Eligiusz, który przyjechał do Nagasaki wiosną 1936 roku, kilka miesięcy przed powrotem o. Kolbe do Polski. W zrekonstruowanej w muzeum przy klasztorze w Hongochi celi ojca Maksymiliana są tylko niezbędne rzeczy: proste łóżko, stół i małe
krzesełko. Brat Roman określa ojca Maksymiliana krótko: "niepowtarzalny
człowiek, który uczył nas szanować Japonię i nigdy jej nie krytykował.
Powtarzał, że nie przyjechaliśmy tu, żeby kogokolwiek uczyć, ale po to żebyśmy się
sami czegoś nauczyli".

"O. Kolbe przyciągał do siebie nie tylko seminarzystów, ale również niewierzących, nawet mnichów buddyjskich i naukowców"-powiedział brat Sergiusz. "Imponował Japończykom spokojem
i łatwością nawiązywania kontaktów". Świadczy o tym choćby przykład
oficera policji Yoshino, który wstąpił do Rycerstwa Niepokalanej jako szpieg
kontrolujący działalność cudzoziemców. Urzeczony osobowością o.Maksymiliana
wyznał mu prawdziwy cel swojej misji i poprosił o chrzest.

Kiedy jesienią 1936 roku po 6-letniej działalności misyjnej o.Kolbe na
zawsze opuszczał ziemię japońską, pozostawił finansowany przez Niepokalanów klasztor
Rycerstwa Niepokalanej Seibo-no kishi w Hongochi, wydawany w nakładzie 65,000 egzemplarzy miesięcznik "Rycerz Niepokalanej", który wychodzi po japońsku do dziś oraz mniejsze seminarium
duchowne.

Ciężkie lata

Pogłębiające się przed rozpoczęciem wojny trudności w Polsce sprawiły, że klasztor
w Nagasaki cierpiał na brak funduszy. Misja przetrwała głównie dzięki
12-letniej, ofiarnej pracy o. Samuela Rosenbajgera w Stanach Zjednoczonych. Pracujący
w Nagasaki bracia żyli w bardzo trudnych warunkach materialnych i bywali
wspierani przez okoliczną ludność. W końcu wojny zostali internowani. Z obozu
internowania mieli już nie wrócić. W klasztorze w Hongochi do końca wojny zostali
tylko; przełożony klasztoru o. Mieczysław Mirochna i brat Zenon Żebrowski. Obaj
przeżyli wybuch bomby atomowej, która 9 sierpnia 1945 roku spaliła miasto,
przyniosła śmierć, niespotykane dotychczas poparzenia i chorobę
popromienną.

O męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana polscy misjonarze dowiedzieli
się po kapitulacji Japonii. W zrównanym z ziemią mieście od razu zajęli się pomocą
dla ofiar wybuchu, szczególnie dla osieroconych dzieci. 6 stycznia 1946
roku, w święto Trzech Króli do furty klasztornej zapukał wędrowny mnich
buddyjski. Przyprowadził trójkę bezdomnych dzieci. Ich rodzice zginęli podczas
wybuchu bomby. Znalazł dzieci w schronie i mieszkał razem z nimi w prowizorycznym
szałasie, ale bał się że nie przeżyją tam srogiej zimy. Franciszkanie przyjęli
dzieci do siebie. Od tej pory nie tylko miejscowa ludność, ale również
policjanci co kilka dni przyprowadzali do klasztoru bezdomne dzieci. Ich
liczba rosła w tak szybkim tempie, że o. Mieczysław podjął decyzję o założeniu
sierocińca.

Wyszukiwaniem sierot zajmował się brat Zeno, który nie znał nawet dobrze
japońskiego, ale miał niezwykłą łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi.
Żartował, że bomba atomowa uszkodziła mu część mózgu i wszystkie japońskie
słowa wyleciały mu z głowy. W krótkim czasie schronienie w sierocińcu znalazło
70 dzieci z Japonii oraz okupowanych przez nią w czasie wojny Chin, Mandżurii i
Korei. W 1947 roku prowadzony przez polskich misjonarzy sierociniec w Omura w
mieście Nagasaki odwiedził cesarz Hirohito.

Liczba sierot rosła tak szybko, że władze miejskie zaleciły przeniesienie
sierocińca poza miasto. Jeden z właścicieli ziemskich ofiarował na ten cel
ziemię w oddalonej 80 km od miasta wsi Konagai. Misjonarze wykarczowali teren i
postawili budynki sierocińca. Dzieci wymagały kobiecej opieki i ojciec Mirochna
uznał, że nadszedł czas aby wypełnić życzenie o. Maksymiliana i założyć żeńskie
zgromadzenie. Powstałe w 1949 roku Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej
ma główną siedzibę nadal w Konagai. Oddanie, z jakim siostry poświęciły się
pomocy sierotom sprawiło, że władze prefektury zwróciły się do nich z prośbą o
opiekę nad dziećmi upośledzonymi. „W Japonii nikt się do tej pory dziećmi
upośledzonymi nie zajmował"-powiedziała pełniąca w latach 90. funkcję
przełożonej zgromadzenia siostra Franciszka Nakayama. „Ukrywano je w domach, bo
przynosiły wstyd. Żyły w ukryciu przed światem zewnętrznym. Były odrzucone".

Ogród chwały

Początkowo klasztor w Konagai przyjmował tylko dzieci z lekkimi urazami. Z
czasem przybywało tych, które wymagały stałej opieki. Zakład i szpital dla
dzieci niepełnosprawnych nosi nazwę Misakae-no
sono, czyli Ogród Chwały. Na jego terenie jest również szkoła dla dzieci, które
doświadczyły przemocy w rodzinie. Na początku lat 60. Ogród Chwały odwiedził
ówczesny następca tronu, a obecny cesarz Akihito. „Dzięki jego wizycie władze
prefektury wybudowały nam piękną, asfaltową drogę" -wspomninał brat
Grzegorz.

Zakład opieki nad niepełnosprawnymi działa pod patronatem Św. Maksymiliana
Kolbe. Przy wejściu do klasztoru widnieje relief ze sceną, na której SS-man
uderza o. Maksymiliana w twarz odbierając mu różaniec. Męczeńską śmierć o.
Kolbe w obozie koncentracyjnym w Auschwitz przedstawia obraz w klasztornej
kaplicy. Ogród Chwały jest obecnie domem dla około 500 osób. Tyle samo liczy
jego personel. Władze prefektury przejęły ciężar finansowania zakładu. W
klasztorze Sióstr Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej w Konagai działającym
przy Ogrodzie Chwały pracuje obecnie siostra Kazimiera z Polski.

Z budynków zakładów opieki rozciąga się piękny widok na zatokę Ariyake. Niedaleko Ogrodu Chwały wśród pól wsi Konagai jest mała kaplica Św. Józefa, a przy niej groby polskich franciszkanów.
Pochowani tu ojcowie Mieczysław, Zbigniew, Samuel, Donat i Janusz, bracia
Kasjan, Romuald, pochowany w Nishinomiya brat Urban, spoczywający w Nagasaki
brat Sergiusz, Wiktor, Aleksander, Maciej i Gerard, pochowani w Tokio brat
Zenon, Seweryn i Eligiusz, brat Grzegorz, który przed śmiercią wrócił do
Niepokalanowa oraz jedyny żyjący jeszcze w pobliskim domu opieki brat Roman Kwiecień
to misjonarze, którzy pomimo trudności pozostali na ziemi japońskiej i
kontynuowali tu rozpoczęte przez o. Maksymiliana dzieło. Wszystkich ich łączyło
to, że wzięli sobie do serca słowa świętego: "Szczytem miłości i pracy dla
Niepokalanej jest umrzeć i to gdzieś pod płotem, ażeby popiół z własnych kości
wiatr rozsypał po polu, bo ten zasiew z ludzkiego życia jest i zawsze będzie
najsłodszy".

Dorota Hałasa

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się