A+ A A-

Mikołaj ze swastyką

Oceń ten artykuł
(16 głosów)


Heil Abe?

W piątek wieczór szóstego grudnia Japończycy dostali niespodziewany prezent mikołajkowy od swojego premiera - rząd japoński, pomimo protestów wielotysięcznej rzeszy zaniepokojonych, czy wręcz oburzonych, Japończyków, w gorączkowym pośpiechu uchwalił wzbudzającą kontrowersje ustawę o ochronie tajemnicy państwowej. O ustawie panuje opinia, iż drastycznie ograniczy prawo Japończyków do demokracji i wolności słowa. Ostatnio pozycja Japonii na wskaźniku wolności prasy (Press Freedom Index 2013) i tak już alarmująco spadła - za brak poszanowania prawa do informacji na temat sytuacji we Fukushimie - z 22 miejsca na dalekie 53.

Od teraz urzędnikom ujawniającym mediom "sekrety państwowe" będzie groziła kara więzienia do 10 lat. Nie mówiąc o odważnych dziennikarzach, którzy będą otwarcie pisali o Abe Get outAbe Get outdrażliwych kwestiach. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni są zbulwersowani wprowadzeniem prawa - pomimo faktu, że aż 82% obywateli było mu przeciwnych. Protestujący nazwali ustawę akuhō, czyli złym prawem i uznali akt jej wprowadzenia za niezgodny z konstytucją, która gwarantuje wolność wypowiedzi. Szóstego grudnia tysiące gardeł skandowało: „ Abe haishi" (precz z Abe), „Jiyū wo mamorō" (brońmy wolności), „Dokusai zettai hantai" (stanowczo sprzeciwiamy się dyktaturze) i „ Fashisuto kierō"(wynocha faszyści). Tokijczycy nosili nie tylko transparenty, plakaty, a nawet ipady z hasłami wyrażającymi sprzeciw wobec kuriozalnej ustawy. Wiele osób trzymało w rękach portrety premiera Abe Shinzo ucharakteryzowanego na Hitlera. Z groźnym policyjnym wilczurem przy boku albo z diableskimi rogami i wystającym kłami wampira. Osoby uczestniczące w demonstracji nie miały wątpliwości, że faszyzm po 68 latach wraca do Japonii.

Ustawa z jednej strony rozszerza pojęcie tajemnicy państwowej, ale z drugiej strony nie podaje dokładnie, co tak naprawdę ją definiuje. Wielu zadaje sobie pytanie, co i dlaczego rząd chce ukrywać, gdyż generalnie rzecz biorąc, sprawy trzyma się w tajemnicy z dwóch powodów: wstydu lub strachu. Czego boi się lub wstydzi rząd Shinzo Abe, dziedzica politycznej dynastii - syna ministra spraw zagranicznych w latach 1982-86, Shintaro Abe, i wnuka 56-go i 57-go premiera Japonii w latach 1957-60, Nobusuke Kishi? Jak widać, całe klany u władzy wcale nie są wyłącznie domeną północnokoreańskiej dynastii Kimów – występują też w rzekomo demokratycznych rządach. Poza klanem Abe, sztandarowym przykładem jest tu teksańska dynastia Bushów. Zapoczątkował ją Prescott Bush, ojciec Georga i dziadek Georga Juniora, a zawodowo bankier z Wall Street, który w czasie II wojny światowej kierował Union Banking Corporation, gdzie prano miliony nazistowskich dolarów. Czy jak twierdzą inni, wprost finansowano Hitlera. 1

Co rząd japoński ma do ukrycia?

Protestujący pytani czemu aż faszyzm, a nie po prostu dyktatura, odpowiadają z przekonaniem: „przeforsowanie nowego prawa jest pierwszym krokiem do wojny, do której Abe się szykuje". W Niemczech podpalenie Reichstegu w 1933 roku (istnieją archiwa dowodzące, że wcale nie przez komunistów, ale przez samych nazistów) dało NSDAP pretekst do dalszej radykalizacji poglądów, a prawa obywatelskie, zapisane w konstytucji, zostały zawieszone. Dla świadomej politycznie części japońskiego społeczeństwa ograniczenieAbe przywroci Japonie o 54 elektrowniach atomowych i Japonie przedwojennaAbe przywroci Japonie o 54 elektrowniach atomowych i Japonie przedwojenna praw obywatelskich określonych w konstytucji, czego wyrazem jest właśnie wprowadzona ustawa o ochronie tajemnic państwowych, jest ewidentnym sygnałem, że historia zatoczyła koło i być może chce się powtórzyć. W polityce administracji Abe pojawia się przynajmniej kilka elementów, które wymieniane są jako integralne części faszyzmu: nacjonalizm, kolektywizm, koporacjonizm, populizm, etatyzm (np. przejęcie TEPCO), a ostatnio zmartwychwstający militaryzm i opozycja do politycznego liberalizmu.

W Japonii parlamentu na razie jeszcze nie podpalono, ale promieniuje Fukushima, gdzie doszło do stopienia rdzeni trzech reaktorów, które jakoś tak nieszczęśliwie "wyparowały", iż nikt nie potrafi ich zlokalizować. Pławią się teraz gdzieś w okolicznych wodach gruntowych albo zwyczajnie podryfowały już w kierunku wybrzeży U.S.A. w formie vendetty za Hiroshimę i Nagasaki.

Japończycy uczestniczący w grudniowych demonstracjach są przekonani, że obok odbudowy militaryzmu, drugim głównym celem wprowadzenia nowego prawa jest blokada informacji o Fukushimie. Aktywistka z prefektury Fukushima, pani w stosownym wieku i o wysokim czystym głosie, odnosząc się do nowego prawa nawiązuje w swojej przemowie do Pentagon Papers - nazwy tajnego, liczącego 7 tys. stron raportu sporządzonego przez rząd Stanów Zjednoczonych by opisać historię amerykańskiego zaangażowania w Wojnę wietnamską, ujawnionych przez Snowdena lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia - Daniela Ellsberga. Przykładową operacją tej grupy w ramach afery Watergate była próba zdyskredytowania Daniela Ellsberga przez wykradzenie akt lekarskich z gabinetu jego psychiatry w celu znalezienia w nich kompromitujących materiałów. Hitomi Kamanaka, niezależna reżyser filmów dokumentalnych o elektrowniach atomowych i radiacji, na konferencji w tokijskim Uniwersytecie ONZ, w której uczestniczyłam w zeszłym roku, stwierdziła wprost, że aby móc kręcić filmy ukazujące sytuację Japończyków zamieszkałych w pobliżu tychże „czystych" elektrownii i składowisk odpadów radioaktywnych, musiała odejść ze stacji telewizyjnej NHK już 10 lat temu.2 Co czeka japońskich dziennikarzy po uprawomocnieniu nowej ustawy za ujawnianie prawdy o Fukushimie czy rodzącym się za zamkniętymi drzwiami bracie mutancie ACTA – traktacie Trans Pacific Partnership (TPP) , możemy się tylko domyślać.

Demokracja z importu

Protestujące matki z dziećmiProtestujące matki z dziećmiMikołaj zwyczajowo daje rózgi dzieciom, które były niegrzeczne, ale w Japonii 2013 roku społeczeństwo dostało rózgę w formie ustawy ograniczającej ich prawa za to, że było...zbyt grzeczne. Emerytowany nauczyciel historii w jednym ze stołecznych liceów, którego poznaję na demonstracji przed parlamentem 10 grudnia, tłumaczy to tak - „po pierwsze, w Japonii nie ma tradycji demokratycznych, nie sporządziliśmi swojej konstytucji sami - narzucili nam ją Amerykanie i podali na talerzu gotowy produkt demokracji". -„Jako że Japończycy nigdy nie musieli walczyć o demokrację, przyjmują ją za pewnik i nie potrafią stanąć w jej obronie"- dodaje. Jako drugi powód wymienia edukację ostatnich dekad, której owocem są umundurowane armie potulnych uczniów i otępiałych pracowników korporacji. „W szkołach nie naucza się praw człowieka, zawsze brakuje na to czasu. A z drugiej strony, jak mieliby nauczać praw człowieka nauczyciele, którzy sami boją się wyrazić swoją opinię w gronie pedagogicznym? Dzieci uczą się na pamięć odpowiedzi podanych przez nauczyciela, same nie potrafią myśleć ani zadawać pytań". Kiedy rozmawiamy, na podium wychodzi kolejny uczestnik demonstracji, żeby wygłosić mowę. –„Pracuję w firmie, która zatrudnia 600 osób. Codziennie, czy to w windzie czy podczas przerwy na lunch, tłumaczę, jak niebezpiecznym państwem stanie się Japonia po podpisaniu ustawy o ochronie tajemnicy państwowej.  Rozumie to jedna osoba na 50. To tylko 1% . Albo aż 1%".3

Historyk uczestniczył w masowych studenckich protestach w 1968 roku przeciwko wojnie w Wietnamie i niepotępieniu jej przez rząd japoński, kiedy w Tokio protestowało kilkaset tysięcy, a w całym kraju 4,5 miliona Japończyków. 6 grudnia, według chińskiej agencji prasowej Xinhua, na ulice wokół siedziby japońskiego rządu wyszło 6 tysięcy osób. Japońska prawniczka, maszerująca z ipadem w pochodzie przedstawicieli dzielnicy Nerima, uważa, że protestujących było znacznie więcej: „Kiedy przed godzinąJaponia ruszyłaJaponia ruszyła wyruszaliśmy z parku Hibiya, zgromadziło się tam około 15 tysięcy ludzi, ale trzeba do tego dodać jeszcze kilka tysięcy osób, które protestują niezrzeszone i przyszły tu indywidualnie." Ale uważa, że to stanowczo za mało - "potrzeba nas co najmniej 300 tysięcy, żeby rząd zaczął nas traktować na poważnie".

Jest też pewna liczba cudzoziemców, w tym my – dwie Polki. Japończycy traktują nas niezwykle serdecznie – podchodzą, ściskają ręce czy nawet, zupełnie już nie po japońsku, rzucają nam się w ramiona i dziękują za wsparcie. Pytają, dlaczego solidaryzujemy się z nimi, a my przecież mamy dzieci, w których płynie japońska krew. Poza tym jesteśmy stałymi mieszkankami tego kraju, płacimy podatki, z których finansowany jest japoński rząd. Bo jak powiedziała swego czasu Margaret Thacher, rząd nie ma własnych pieniędzy - pochodzą one od ludu.4

Kwestia kierunku, w jakim podąża Japonia dotyczy nas bezpośrednio - jeżeli Japonia wypowie wojnę Chinom, co wcale nie jest tak niedorzeczną hipotezą, jakby się mogło wydawać, naszych synów powołają do wojska. Jeżeli nie będziemy mieli prawdziwych informacji o skażeniu z Fukushimy, ucierpi na tym nasze zdrowie i zdrowie naszych rodzin, itd. Nie wspominając już o wolności słowa. Ze wszystkich plakatów, z którymi spotkałam się na grudniowych demonstracjach, największe poruszenie wywołuje we mnie powyższy obrazek - parodia czołowego hasła propagandowego premiera Abe: "Japonia ruszyła". Autor plakatu parafrazuje naczelne hasło japońskiego premiera słowami: "Przez tego głupca Japonia ruszyła w niebezpiecznym kierunku". Ale i tak nie przebije w sarkaźmie moich dzieci, które za każdym razem, kiedy widziały ten plakat na ulicach Tokio, zaczynały chichotać konkludując: "Nihon ga ugokihajimeta? (Japonia ruszyła?). On ma chyba na myśli trzęsienie ziemii!". 

- „To dobrze, że jest tylu gaijin-san. Japończycy wstydzą się cudzoziemców, niech wiedzą, że cały świat patrzy na to bezprawie"- cieszy się dziadek w eleganckim kapeluszu i kraciastym szaliku. Obalic faszyzmObalic faszyzmDołączamy do naszego przyjaciela Bośniaka, który demonstruje z grupą Japończyków ze swojej organizacji Tokyo Spring. Napierają na nas kordony policji - wszędzie roi się od policjantów, którzy co rusz przykładają do uszu krótkofalówki, z których płyną rozkazy. Starszy policjant o zaciekłych oczach nakazuje młodszym podwładnym zepchnąć nas bardziej na chodnik, przesuwając siłą barierkę, za którą stoimy. Bośniak odkopuje barierkę z impetem. Stojąca obok starsza Japonka, której twarzy nie widzę, gdyż nosi przyciemnione okulary i maseczkę, zrywa gałązki z żywopłotu i rzuca nimi w panoszących się policjantów. Choć nie widzę jej twarzy, potrafię odczytać bezsilną wściekłość z ruchu rąk. Może gdyby to były kamienie?

Demonstrację 10 grudnia kończy jej przywódca słowami: "Abe po protestach w zeszły piątek powiedział, że wreszcie ucichło. Myli się. Będziemy wracać, bo to dopiero jest początek". Kolejna demonstracja pod siedzibą rządu odbędzie się już jutro rano, 13 grudnia, w dzień, w którym podpisana w zeszłym tygodniu ustawa wchodzi w życie. LiczbaPrawo wprowadzone siłą to dopiero jest terrorPrawo wprowadzone siłą to dopiero jest terror protestujących Japończyków rośnie, dołącza coraz więcej młodzieży. Telewizja TBS i Asahi nie ulegają presji politycznej i transmitują relacje z protestów. Mają wsparcie Demokratycznej Partii Japonii, Komunistycznej Partii Japonii, Your Party oraz wielu innych pomniejszych partii. Popularność Abe spadła już poniżej 50%. Dziesiątki tysięcy demonstrantów, niektóre media i część parlamentarzystów robią wszystko, aby powstrzymać zbliżającą się dyktaturę, tak żeby nie skończyło się jak w pamiętnym wierszu p.t. „Kiedy przyszli...", napisanym w 1942 roku w obozie w Dachau przez niemieckiego pastora luterańskiego, Martin Niemöllera.

„Kiedy przyszli..."

Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem.
Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

1) http://www.theguardian.com/world/2004/sep/25/usa.secondworldwar
2) Hitomi Kamanaka jest autorką filmów: "Hibakusha at the End of the World", "Rokkasho Rhapsody", "Rokkasho Reprocessing Plant", i "Ashes to Honey".
3) Przypis autorki: co 50 osoba z grona 600 pracowników, daje co prawda 2%, ale jest to liczba szacunkowa - skrót myślowy, wyrażający odczucia pracownika firmy co do poziomu politycznej świadomości Japończyków. Nie jest to statystyczny wynik badań socjologicznych, liczony do kilku miejsc po przecinku. Należy to rozumieć jako liczbę pomiędzy 1-2%.
4) "Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy." Źródło: „Metro", 9 kwietnia 2013, ISSN 16428684, s. 2.
Ostatnio zmieniany
Więcej w tej kategorii: « Zamiast Guamu - Hokkaido

2 komentarzy

  • gumi

    A czy Japończycy znają ten wiersz?
    Czasami takie proste słowa potrafią poruszyć bardziej niż najmądrzejsze przemówienia.

    gumi Link do komentarza
  • Ms

    mordercza cenzura, nie liczenie się ze społeczeństwem, władza autorytarna, wsadzanie do ciurmy każdego przeciwnika politycznego (wszystko zgodnie z prawem, które się samo stworzyło do takich celów), sprzedanie się właścicielom monsanto i innych korporacji.... to wszystko już było ale zaskakujące jest to, że ludzie, japończycy wyszli na ulicę i domagają się zaprzestania takich przestępnych zachowań!

    Ms Link do komentarza

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się