A+ A A-

Azjobiografia

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Jako nastolatka rozczytywałam się w Olgierdzie Budrewiczu i Ryszardzie Kapuścińskim, marząc o zostaniu świecką misjonarką w peruwiańskiej dżungli. Z biegiem lat do Peru dodawałam inne egzotyczne wizje typu Ekwador , Boliwia i Urugwaj, ale Chin, a tym bardziej Japonii, nigdy na mojej liście nie było. Przewrotny los chciał inaczej i rzucił mnie na skos od Edenu.  Z „buszu po polsku” w południowo-amerykańskie interiory wysyłano jedynie zakonnice, a ja świętą nigdy nie byłam. Skorzystałam więc z programu wymiany studentów w bloku sekularnym - PRL pod koniec lat 80-tych oferowała ambitnym  młodym ludziom, pragnącym kształcić się za granicą, oświecone ośrodki naukowe w krajach takich jak ZSRR, Bułgaria, Czechy, Węgry, NRD i Chiny. Jako że zabrakło Kuby, wybrałam CHRL - bo najdalej.W Warszawie zdałam egzaminy na biotechnologię, ale ktoś źle przetłumaczył i po rocznym kursie językowym w Pekinie znalazłam się na ekologii po chińsku w trzecim pod względem wielkości mieście Państwa Środka, czyli w Tianjinie. W roku 1990-tym czułam się tam wyjątkowo - dwanaście milionów Chińczyków i ja , jedna Polka.

Po pięciu latach nauki na chińskich uniwersytetach i trzech latach pracy w polskiej firmie alkoholowej , która uwierzyła, że rozpije ponad miliard, postanowiłam zainwestować w konkurencyjność własnych umiejętności i opanować jeszcze jeden język dalekowschodni - padło na japoński. Ukończywszy dwuletnią szkołę językową w Tokio, planowałam niezwłocznie powrócić do Polski i podbić krajowy rynek pracy. Ale zegar biologiczny właśnie wybijał godzinę 29-tą. Usłuchałam jego hormonalnego tik-tak i czas zatrzymał się na pięć lat w domku na tokijskich przedmieściach. Myłam jedenaście okien, odkurzałam pięć pokoi,  rodziłam dwójkę dzieci i wyprowadzałam jednego psa. Ot, takie normalne życie zjaponizowanej sengyō-shufu (gospodyni domowej) , uregulowane  terminami przepisowej segregacji śmieci na palne/niepalne. Poszłam na całość - wysokie skórzane obcasy zamieniłam na wygodne obuwie ortopedyczno-sportowe, a chińskie jedwabie na dzielnicowy krzyk mody, czyli jednopłciowe kolekcje firmy odzieżowej UNIQLO. Za rozrywkę intelektualną służyły mi wypady do pobliskiego supermarketu- japońskiego kuzyna peerelowskiego GS-u, i godzinne rozterki duchowe nad wyborem kolacyjnego menu, składającego się z pięciu przystawek do ryżu.

Przebudzenie z mieszczańskiej drzemki zaowocowało studiami magisterskimi i spadkiem wagi małżonka. Zdobywając kolejny tytuł naukowy, spędziłam ponad cztery miesiące w Kambodży i niejako spełniłam młodzieńcze marzenia o działalności w interiorze. Temat pracy magisterskiej dotyczył praw człowieka i handlu ludźmi - bywałam tam gdzie docierają tylko ONZ-owskie VIPy  uzbrojone w dżipy i miłosierne zakonnice na  bosaka. Po studenckiej  przygodzie ekstremalnej musiałam odreagować zwyczajnym życiem w Tokio. Od dwóch lat znów prowadzę zwykły dom i wychowuję (dwóch jeszcze małych chłopców), ale menu domowych kolacji już mniej wyszukane i mniej osób do podziału ryżu. Plusem bycia samotną matką jest wolność wyborów a minusem poczucie odpowiedzialności za rodzinę, którego nie ma z kim dzielić.

Idąc za głosem mienia i sumienia, jedną nogą brnę w pracy zarobkowej  (dyplom prestiżowej tokijskiej uczelni na razie otworzył drogę jedynie do kariery nauczycielki business English), a drugą powolutku popycham wielki wóz marzeń. O marzeniach napiszę, gdy się spełnią. W tym roku rozpoczynam, jak swego czasu inżynier Karwowski, drugą połowę życia i będę próbowała iść do przodu. Czterdzieści lat minęło, ale wreszcie wiem, co chcę zrobić z resztą . Żałuję jedynie, że nie mogę napisać w podaniu  o pracę: „jestem osobą, którą można wysłać do samego piekła  z gwarancją, że wróci ze szczegółowym i rzetelnym raportem o diabelskiej klice”. Dołożę wszelkich starań , by pisać w mojej rubryce o Japonii i otaczającej ją Azji  tak jak myślę - ani dobrze ani źle. Będzie mi niezmiernie miło, jeżeli czytelnicy zechcą śledzić moje pisarskie poczynania, dążące w zamyśle do obiektywnego i uczciwego ujęcia otaczającej mnie azjatyckiej rzeczywistości.

Ostatnio zmieniany
Więcej w tej kategorii: Pod koniec świata w Tokio »

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się