A+ A A-

Anna Maria Jopek w japońskim świecie ciszy

Oceń ten artykuł
(6 głosów)
Anna Maria Jopek z fanami i autorką artykułu w tokijskim klubie jazzowym Blue Note Anna Maria Jopek z fanami i autorką artykułu w tokijskim klubie jazzowym Blue Note
Pierwszy październikowy weekend upłynął Polakom w Tokio pod znakiem Anny Marii Jopek, która 4 października pojawiła się na spotkaniu promocyjnym w Anjin Premium Live, połączonym z mini recitalem, a następnego dnia koncertowała w klubie jazzowym Blue Note, od którego właściwie zaczęła się jej przygoda z Japonią i gdzie poznała najwybitniejszego japońskiego artystę jazzowego, pianistę Makoto Ozone. AMJ nagrała z nim później wspólnie płytę Haiku, która łączy tradycję muzyki polskiej z japońską.

Blue Note, mieszczący się w elitarnej dzielnicy Aoyama, cieszy się renomą jednego z najważniejszych klubów jazzowych na świecie i jest niejako miejscem kultowym. Tym bardziej można być dumnym, że Anna Maria Jopek wystąpiła tutaj już po raz piętnasty – wcześniej gościła w Japonii w 2009 i 2011 roku. Artystka także tym razem zaśpiewała w mistrzowskim stylu i zrobiła ogromne wrażenie na publiczności – efemeryczna pastelowa blodynka o zjawiskowym jazzującym głosie. Na czym polega fenomen Anny Marii Jopek w Japonii? Hanna Kazahari po koncercie AMJ w Tokio w maju 2009 roku na łamach Strony Polskiej w Japonii, najdłużej działającego portalu polonijnego w Kraju Kwitnących Wiśni, określa to tak: „japońscy panowie przyznawali się do totalnego oczarowania syrenim śpiewem, wdzięczną postacią zgrabnej blondynki i hipnotyzującymi rytmami, tak, że nie byli w stanie stwierdzić dokładnie, jaka była przyczyna zatracenia się w doznaniach. Japonki wyraźnie kierowały swoje emocje w stronę muzyków."1

Rzeczywiście, Japończycy, którzy byli zdecydowaną większością zgromadzonej publiczności, słuchali naszej śpiewającej po polsku Ani jak zahipnotyzowani, a nam - garstce przedstawicieli tokijskiej Polonii pociekły łzy. Bo Anna Maria Jopek urzeka. Wystarczyło kilka polskich słów zaśpiewanych jej głosem o wyjątkowej aksamitnej głębi, by zrobiło się nagle świątecznie, tak jakby polska wokalistka przywiozła nam Wigilię w prezencie, na dwa miesiące przed czasem. Trudno jednak pominąć fakt, że sytuacja sprawiała wrażenie dość surrealistyczne – „Polski Wróbelek" w małej czarnej, wywołujący nieodparte skojarzenie z Edith Piaf, na tle morza kruczoczarnych głów, zastygłych w niemej kontemplacji piękna wokalu w języku polskim. Ale właśnie tym przypominała „Wróbelka z placu Pigalle" - Piaf, o której mawiano, że mogłaby zaśpiewać nawet książkę telefoniczną, a publiczność i tak byłaby zachwycona, i która marzyła, aby ludzie słuchając jej płakali, nawet jeśli nie rozumieją słów jej piosenek.

Japończycy może by i płakali. Szkopuł polegał na tym, że w tak ekskluzywnym klubie jak Blue Note, niezależnie od skali emocjii i stopnia wzruszenia, można płakać i się zachwycać, ale tylko bezgłośnie i w bezruchu. Wiem coś o tym, bo do naszego stolika Polaków, a właściwie Polek, oddelegowano aż trzech mocno zaniepokojonych funkcjonariuszy - pracowników snobistycznego klubu. Nasza wina, bo zasłuchane w nostalgiczne utwory AMJ zapomniałyśmy, że choć duchowo przeniosłyśmy się z tęsknoty do Polski, to cieleśnie nadal znajdujemy się na terenie Japonii, gdzie rządzą sztywne reguły, czyli ruru, a spontaniczność jest przeważnie wyreżyserowana w konkretnym celu, na przykład podczas szkolnych zawodów sportowych undokai. Zastanawia mnie tylko recenzja Piotra Iwickiego, dziennikarza JazzGazety, który cztery lata temu uczestnicząc w tokijskich koncertach naszej artystki, napisał, że „na koncercie Ani publiczność wyła z zachwytu."2 Czy aby na pewno miał na myśli Blue Note?

Gwoli Sprawiedliwości trzeba dodać, że Anna Maria Jopek w wywiadzie dla Gali z roku 2010, zatytułowanym „Zmarszczki są urocze"3, wyznała, że Japonia to jej świat idealny i że dla muzyka nie ma cudowniejszego miejsca do koncertowania. „W doskonałych salach na wiele tysięcy ludzi tłum potrafi słuchać koncertu na głos z fortepianem w takim skupieniu i ciszy, jakiej Europejczyk nie zna wcale. W windzie usłyszysz tam Mozarta, a na targu rybnym z głośników Debussy'ego. Wyrafinowani melomani" - powiedziała wtedy. Przypuszczalnie dla muzyka cisza jest nieodzowna, ale śmiem zauważyć, że japońskie „umiłowanie dla porządku i ciszy" nie zawsze jest dobrowolne, a wybujała melomania może też drażnić. Po prawie dwóch dekadach spędzonych na tym niezwykłym archipelagu, przywykłam już do koncertów muzyki poważnej w gabinetach dentystycznych (choć, takie powiedzmy, tuby wagnerowskie, nie zawsze najlepiej wkomponowywują się w świdrujący dzwięk wiertła stomatologicznego) czy do jednej jedynej piosenki głośno, by nie rzec wrzaskliwie, granej na okrągło przez 24 godziny, siedem dni w tygodniu, przez 365 dni w roku w japońskim supermarkecie, na przykład na stoisku rybnym. Nie ukrywam, że myślę wtedy z wielką empatią o etatowych pracownikach tych sklepów, gdyż przywodzą mi na myśl ofiary kambodżańskiego więzienia i centrum przesłuchań Tuol Sleng vel S21, gdzie wrogów reżimu Pol Pota torturowano za pomocą tzw. technik wodnych – nie nawiązuję tu do zatapiania nieszczęśników przez wpompowywanie w ich usta setek litrów wody, ale do bardziej wyrafinowanej tortury, polegającej na długotrwałym upuszczaniu kropel wody na czoło unieruchomionego więźnia, tak uporczywe i regularne, że aż doprowadza go to do obłędu.

Ale wracając do tu i teraz w Tokio - przywykłam też do porażającej ciszy i bardzo cenię ją sobie, na przykład, w miejskich środkach lokomocji – jednakże głównie, gdy podróżuje sama. Mogę wtedy czytać, pisać, przygotowywać raporty do pracy, ale przeżywam istne katusze, gdy towarzyszą mi nieświadomi tej surowej reguły ciszy cudzoziemcy – zwłaszcza odwiedzający Kraj Wschodzącego Słońca Polacy. Po tylu latach w Japonii 'czytam już powietrze'4 i dokładnie odczuwam niechęć i irytację, jaką wzbudza perorujący tubalnym głosem gaijin lub zawzięcie pytlująca gaijinka o wysokim tonie głosu. Kilka lat temu nieomalże pobito moją znajomą za głośną rozmowę wieczorową porą w kolejce miejskiej, ale o tym innym razem.

Koncert Anny Marii Jopek skłonił mnie do kilku refleksji na temat ciszy w japońskim kontekście z perspektywy emigrantki z długoletnim stażem, ale zdaję sobie sprawę z faktu, że Tokio z niespełna czterystuosobową Polonią to nie Chicago i AMJ śpiewała właściwie dla japońskiej publiczności. Spotkanie z zamieszkałymi w japońskiej stolicy Polakami miało miejsce dopiero po koncercie, kiedy Anna Maria Jopek podpisywała fanom swoje płyty. Była to świetna okazja do osobistego spotkania z nasza utalentowaną i sławną rodaczką. Byliśmy oczarowani jej bezpośredniością i urokiem osobistym – Anna Maria Jopek to nie tylko gwiazda polskiej sceny muzycznej, ale także bezpretensjonalna i bardzo ciepła osoba, z która chciałoby się z miejsca zaprzyjaźnić. Z przyjemnością jeszcze nie raz wybiorę się na jej koncert, ale może już niekoniecznie do Blue Note.



1] „Polska nuta w tokijskim Blue Note" http://klikdotsystems.jp/stronapolska/files/rok2009/bluenote.html l

2] „Wielki sukces w Japonii - JazzGazeta tam była!"http://jazzgazeta.blox.pl/2009/05/Anna-Maria-Jopek.html

3] „Zmarszczki są urocze"http://www.gala.pl/wywiady-i-sylwetki/anna-maria-jopek-zmarszczki-sa-urocze-4129

4] „Umieć czytać powietrze" czyli kuki ga yomeru jest jednym z niewerbalnych rodzajów porozumiewania się Japończyków i oznacza umiejętność wyczucia sytuacji, taktowność i wrażliwość na uczucia innych. O osobach nie posiadających tej umiejętności mówi się KY czyli kuki ga yomenai.
Ostatnio zmieniany

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się